Głowa mi się Giba ?



Kiedy tylko coś się dzieje dobrze, to od razu Acosta za reformy się bierze i momentalnie psuć się dokoła zaczyna. Właśnie zabrał się za Legię Cudzoziemską, celem „utubylczenia” lig krajowych. Pomnik mu za to? Cóż, kto go postawi, ten postawi. Są tacy, którzy woleliby go zburzyć jeszcze przez zalaniem formy spiżem. Mają rację?

W niezwykle ciekawym i piekielnie długim, a wreszcie kończącym się sezonie zdarzyło się w PLS złamanie przepisów „paszportowych”: pewien pan trener nie policzył skaczących po boisku obcokrajowców, przez co klub trzepnięto walkowerem po palcach trzymających kasę. Media temat podchwyciły, sarkając na nieżyciowe ograniczenia. Niektórzy posunęli się nawet do tego, by postulować całkowitą likwidację kajdan, lub - w wersji złagodzonej - zgodę na czterech „obcych” po każdej stronie polskiej ligowej siatki (plus po jednym na ławkach). A czemu nie po pięciu, albo po sześciu? W angielskiej lidze piłkarskiej bywa, że choć dwudziestu dwóch facetów kica po murawie, to Anglika spotkać można tylko na trybunach. I pięknie jest oraz wspaniale, a pozycji narodowej ich kadry nijak to nie psuje. Nawet na Euro awansowała… Nie awansowała? Uuu… To ci ambaras!

Genialny „tyn trynd” - jak mawiał "nieodżałowany" tow. Grudzień - w „myśleniu” może nie tyle ma przyszłość, co znajduje znamienne odpowiedniki w innych grach zespołowych. Wystarczy spojrzeć na polskie basketowe parkiety: klubowa ilość cudzoziemców po marksowsku przeszła w nową jakość. Konkretnie w bylejakość polskiej reprezentacji. Jest już tak nawet cudownie, że bez znajomości angielskiego (i paru bałkańskich) języków nie sposób wymienić pierwsze piątki drużyn. Dobre choć to, że nie wprowadzono u nas jeszcze angielskiej pisowni polskich nazwisk, co udało się już (nie tylko w sporcie) w przypadku rosyjskich i mało kto już wie, że intrygujący Tcheresov to banalny Czerezow, a Kusnietsova - Kuzniecowa.

Żarty na bok. Warto sobie uświadomić, że każdy zawodnik zagraniczny w podstawowej siatkarskiej szóstce, to - potencjalnie - jeden dobry zawodnik polskiej reprezentacji mniej. I analogia koszykarska jest zatem absolutnie na miejscu. Jaki koń jest, każdy widzi (niektórzy słabiej, bo przez łzy). Wątpię jednak, by Acosta cokolwiek wiedział o zapaści w naszej koszykówce i z tego właśnie względu zarządził, by w klubach mogło być maksymalnie trzech obcokrajowców, przy czym jednocześnie pod siatkę wybiec może ledwie parka.

Każdy medal (lub jego brak) ma dwie strony i jest jasne, że sukcesy wielu drużyn się skończą. Być może VFB Friedrichshafen pucharu już nigdy nie zdobędzie, prawdopodobnie zapomnimy też o sukcesach drużyn francuskich, belgijskich i żeńsko-hiszpańskich. O Włochów na pęczki zatrudniających stragneri dziwnie jestem spokojny. Czy to wszystko powinno martwić polskiego kibica? Nie sądzę. Reforma (Europa wywalczyła sobie moratorium) prawdopodobnie spowoduje, iż wśród grających klubowe pierwsze skrzypce pojawią się zapewne ekipy z Bałkanów oraz Polski (częściej niż dotąd). Być może też (chciałbym w to wierzyć) decyzja FIVB zmusi kluby do lepszej pracy z rodzimą młodzieżą. (Jak wybić z głów handel „słusznymi narodowościowo” graczami jako jedyną drogę do ligowych i pucharowych sukcesów, tego to już nie wiem).

Przeciwnicy ograniczeń (jakby ślepi na koszykarskie oko) kwękają, że i tak się znajdzie jakiś Bossman (też tak uważam - z zastrzeżeniem, że z pewnością „ktoś” go znajdzie, a nie on sam się pojawi deus ex machina). Pewnie tak się stanie, ale dopiero po jakimś czasie. Póki co - wykorzystajmy chwilę i zanim nam się siatkówka zbossmani, sięgnijmy po naszą młodzież.

Mówi się też o tym, że rozwinie się proceder „olisadebsko-rogerowy. Burza wokół poszukiwań Leo, który nagle zapragnął rozdzielać polskie paszporty twierdząc, że nie ma na co nosem kręcić, a kto tak jednak czyni, w kurnej chacie mieszka - świadczy o tym, że nie jest tu wszystko takie oczywiste. Nie mam nic przeciwko temu, by żeniący się w Polsce cudzoziemiec stawał się paszportowym Polakiem, jeśli tylko ma na to ochotę. Nie mam nic przeciw naturalizacji zawodników od lat z Polską związanych, podobnie w wypadku dzieci Polaków mieszkających za granicą. Oponowanie w tej kwestii byłoby aberracją. Zastanawiam się jednak - na wyrost - co by było, gdyby do naszej kadry pchać się poczęli cudzoziemcy odpowiednio dobrzy na PLS, a stanowczo zbyt słabi, by grać w swoich reprezentacjach. Na przykład Brazylijczycy. Czy nie zapadlibyśmy na „syndrom Ptaka”?

Ale dość „krakania”. Pomarzmy nieco, aczkolwiek bez sensu: czyż nie byłoby pięknie, gdyby o nasz paszport wystarał się Kazijski? A Połtawskij (wg niektórych Poltavskyi)? Jakże wartość naszej reprezentacyjnej zagrywki by wzrosła! Kiedy popatrzeć z jaką korzyścią dla kadry trwa rywalizacja Igły z Gackiem, to aż się prosi zwerbować Werbowa na Polaka i to by było dopiero! Gorzej z Gibą, choć też się go jakoś da spolonizować… Może jednak skończę bredzić, bo naczelny dojdzie do wniosku, że zerwałem z abstynencją, że podczas pracy głowa mi się żiba i na bruk wyleje. Mnie. Przez tego Acostę.

 

wstecz