|
|
Litr felietonu na próbę
Prawdopodobnie na siatkarskich boiskach pojawią się niebawem alkomaty
FIVB, ale nie dlatego, że senor Acosta podejrzewa o coś producentów
tequili. To zamieszczony w „Strefie Siatkówki” felieton M. Bobakowskiego „W
trosce o biało-czerwoną wątrobę” - poraził bossa światowej siatkówki.
Dowiedział się bowiem z niego, że u Rosjan siatkarze chleją, że aż strach!
Choć żadna to rewelacja (tę akurat stronę słowiańskiej duszy znamy
doskonale), to ja - abstynent -pod wpływem wątrobianej analizy otrzeźwiałem
w mig. Przemyślenia autora przyjąłem za własne, a wnioski niniejszym
popieram z całego serca i wątroby.
Felieton rozpoczyna wdzięczna anegdota o Rosjaninie wypijającym „na próbę”
litr spirytusu, by mieć pewność, że duszkiem degustując potem kolejny, wygra
od Amerykanina milion dolarów. Dowcip ten - jak zapewnia autor - „nie jest
wyssany z palca”. "Uśmiałem się", przyznam, bo anegdota swą finezją bliska
jest przednim niemieckim dowcipom o Polakach. Samo zaś podanie szpasu w
języku narodu nietrunkowego przecież z definicji i tradycji, słynącego w
świecie z rekordowych promili u rowerzystów - wzruszyło mnie i uradowało.
Radość trwała jednak krótko - wystraszyłem się zaraz mrożącego krew w żyłach
opisu traumatycznych przeżyć reprezentanta Bułgarii Plamena Konstantinowa,
który za mało pił, więc rosyjski boss podziękował mu za współpracę. Fakt ten
doprowadził felietonistę do wniosku, że bardzo to dobrze, iż Polacy nie dali
się skusić zabużańskim ofertom. Wprawdzie p. Bobakowski zastrzega się, iż
„alkoholowy argument nie jest jedynym (acz bardzo ważnym ze względów
zdrowotnych) przeciwko masowemu wyjazdowi polskich zawodników do Rosji.” -
to stwierdza jednak (tyleż bezpardonowo, co błyskotliwie): „Panowie! Jeżeli
chcecie mieć zdrową wątrobę, omijajcie Rosję szerokim łukiem”. Racja, bo nic
tak Polakowi nie szkodzi, jak wraża wódeczka. Kiedyś rozpijali nas zaborcy i
własna szlachta, teraz znów Rosjanie. Gore!
Moskiewskimi machinacjami można też bez pudła wyjaśnić zagadkę pamiętnej
eskapady „olsztyńskiej trójki”: na zaszyfrowany w akcyzowej banderoli rozkaz
z Kremla zawodnik Kadziewicz związał zawodnika Ignaczaka, sterroryzował
pistoletem na wódę zawodnika Stelmacha i uprowadził ich obu do lokali
stolicy Warmii i Mazur.
Swoją drogą gdyby Rosjan nie było, należałoby ich wymyślić, bo jakaż to
ulga, kiedy można ich knowaniami wszystko wyjaśnić. Pamiętam, jak
niesamowity progres rosyjskiego tenisa, istny szturmu szczytów list WTA i
ATP tłumaczono u nas inwestycjami rosyjskiej mafii. Było to rozumowanie
piękne w swej słuszności, a wyjątki w postaci trenowania Piętrowej przez
Iwańskiego (niby, cholera, nasz, a nazwisko takie jakieś podejrzane…)
zostawiano na boku. Delektując się wykryciem spisku, nie musiano już
kłopotać się, że nasz tenis leży i kwiczy.
Z wątrobianego felietonu wiem też już wreszcie, iż niesłusznie Rosjanie
„kreują się na czołową siłę europejskiej siatkówki”. To ci dopiero eureka!
Kto mnie oszukał?! A tyle czasu ja, durny, dawałem wiarę twierdzącym, iż
numerem jeden jest liga włoska, PLS trzecim, a za Bugiem drugi kwitnie!
Węszę tu macki mafii znad Newy, albo KGB. Wprawdzie oglądający rosyjską ligę
twierdzą, iż poziom jej wyższy od naszej, to nie wolno im wierzyć, bo
zapewne przekupieni. Wróćmy jednak do alkoholu.
We Włoszech nie piją i zapewne dlatego tak pięknie nam rozkwitł zawodnik
Winiarski. Autor felietonu jest pewien, że w rosyjskiej lidze zmarniałby.
Dowodów na prawdziwość tego twierdzenia jest bez liku. Wystarczy sobie
przypomnieć jak się kiedyś popsuł w Rosji blok Kadziewiczowi, jak się
oduczono rozegrania Żegadłę, a o Marioli Zenik, to aż wstyd wspominać. A
wypowiedziami reprezentacyjnego rozgrywającego, udającego, że nie widzi w
Rosji samolotów co chwila spadających z nieba, łgarstwami o tubylcach
życzliwych i sympatycznych, oraz że organizacyjnie ich liga coraz lepsza -
nie przejmowałbym się: mówi tak, gdyż ma problem alkoholowy! Z identycznego
pewnie powodu ceni Lozano (prawdziwe nazwisko - Lozanow), który piwem
rozpija kadrę do tego stopnia, iż ponoć grozi to buntem zawodników bojących
się, że to zapowiedź sprzedania ich hurtem do Rosji przez niejakiego
Świderka (właśc. Wiertalienkę). Niech środowisko siatkarskie czym prędzej
zajmie stanowisko w sprawie, choćby przez pamięć antyalkoholowych
demonstracji swych przedstawicieli podczas japońskiego mundialu, gdzie to
pijani Rosjanie zagłuszani na meczach byli abstynenckimi pieniami Polaków.
Niestety, nie zrozumieli ostrzeżenia Salparow, Ball, Stanley, Kazijski oraz
Cernić i utonęli w nałogu na zaśnieżonych ulicach Petersburga, zagryzając
zwykłymi tam polarnymi niedźwiedziami oraz sparciałą cebulą. Dlaczego Giba
wybrał białe myszy w białe noce miast gry w abstynenckiej Polskiej Lidze
Siatkówki? Odpowiedź zawiera jego karta chorobowa z odwyku.
Nic tak nie służy dobrej analizie sportowej jak - trzymana w szponach
narodowych przesądów typu polish jokes au rebours - wątrobiana lupa z
butelki. Wnioski są wówczas błyskotliwe i porażające słusznością. A że o
biało-czerwone wątroby warto się troszczyć, przekonałem się dobitnie jadąc
nocą z Wrocławia nad Bałtyk, co rusz omijając polskich abstynentów tak
zwiewanych przez tornada do rowów, aż gumiaki gubili. Czy warto, prócz
wątrób, troskać się jednak i o biało-czerwone głowy? Zatroskać nie
powielając nacjo-stereotypów, które gdy w nas wycelowane - drażnią,
denerwują i wywołują niesmak? Nie warto. Po co walić się w pierś polską
abstynencką - przecież można stłuc piersiówkę schowaną w kieszeni łowickiej
kufajki. Lepiej „na próbę” dokonać alkoanalizy zapijaczonych lig rosyjskich.
I - na zdarowie! - jak krzyczą w Moskwie pijanice, fetując swe nic nie warte
medale w Ligach Mistrzów, Top Teams Cup i CEV: złoty, dwa srebrne i trzy
brązowe. I to wszystko Anno domini 2007, w czas „wiekopomnych triumfów”
polskiej klubowej siatkówki.

|
|