|
|
Po co?
czyli
gra półsłówek
Po co? Po co słusznie zauważano w wielu komentarzach, że obecny
sezon siatkarski jest po prostu morderczy? Zabójczy dla siatkarskich
kolan i kręgosłupów, oczywiście, przede wszystkim tych
reprezentacyjnych. Po co stawiający tę diagnozę chór Wujów Dobra
Rada był zaskakująco zgodny w diagnozie, skoro jednocześnie nieczuły
na sugestie skrócenia rozgrywek ligowych w - jak sam zauważył -
morderczym sezonie? A wystarczyło choćby drugą rundę zmodyfikować
tak, by dopiero o medale grać do trzech zwycięstw, nieprawdaż?
Prawdaż. Gra warta była nie tyle świeczki, co Dawida Murka (rzucam
nazwisko mego ulubionego gracza symbolicznie, bo i o kości wielu
innych mi chodzi), który mając w kolanach tych parę meczów mniej być
może grałby w reprezentacji.
Mleko już rozlane, możemy je tylko chłeptać. Zastanówmy się między
łykami, czy czekają nas kolejne mordercze sezony. Chyba tak. Pomijam
tu coraz dłuższe bytności w grze naszych drużyn w europejskich
pucharach, bagatelizuję (nieszczerze) gigantomańską Ligę Światową,
która tak dobrą jest maszynką do produkcji pieniędzy, że nawet tuż
przed Pekinem FIVB nie odpuszcza sobie paru (żart z wieloma zerami)
dolców. Wolę się skupić na genialnym pomyśle powiększenia PLS. Mówi
się o dwunastu zespołach, niektórzy chcieliby zapewne jeszcze
więcej. Po co? Rachunek jest prosty i słowo „rachunek” jest tu jak
najbardziej na miejscu, rzecz jasna. A swoją drogą - ciekaw jestem,
co byłoby gdybyśmy w sugerowanym kierunku poszli np. rok temu. Jak
dziś nazywalibyśmy zakończony właśnie morderczy sezon? Bardziej
morderczy?
W bardzo ciekawej wypowiedzi - (rzadki przypadek, kiedy to
dziennikarz przeprowadza wywiad z kolegą z pracy) - Wojciech Drzyzga
słusznie zauważa, że PLS to „sześć czołowych drużyn, reszta to
ogony.” Abstrahując od faktu, że od jednego z owych chwostów Skra
oberwała po szczęce, oraz iż zwrot to mało elegancki - ma komentator
Polsatu rację. Tym bardziej więc nie rozumiem - skoro diagnozie
Drzyzgi nie sposób zaprzeczyć - skąd pomysł, by ogonów było więcej.
Dzisiaj mamy cztery, a po powiększeniu ligi do dwunastu ekip merdać
będziemy sześcioma? Po co? Żeby było śmieszniej?
Jako antidotum na zogonienie ligi Wojciech Drzyzga proponuje
upodobnienie jej formuły do NBA. Postuluje pan redaktor „zamknięcie
ligi na spadki i awanse”. To zapewne w dużej mierze rzecz gustu, ale
propozycja ta moim zdaniem kłóci się z tak zwanym, a w dużej mierze
zapomnianym, duchem sportu. Doskonale rozumiem, że bez pieniędzy
współczesnego sportu nie ma, ale chyba niekoniecznie trzeba go tylko
do nich sprowadzać. Liga w której się jest dlatego, że stać klub na
odpowiednie „wpisowe” i nawet mimo braku wyników sportowych spaść z
niej nie sposób - jakoś mniej mnie interesuje od takiej, jaką mamy
obecnie. Czy muszę tłumaczyć dlaczego? Po co?
Jakoś poza tym tak jest, że - jak twierdzi choćby Andrzej Niemczyk -
że ze szkoleniem młodzieży nie jest u nas najlepiej, a fakt ten, co
jakiś czas przesłaniają nieseniorskie medale. To, że całkiem nieźle
(delikatnie rzecz ujmując) radzą sobie na polskich parkietach kluby
nastawiane prawie wyłącznie na zakup cudzych wychowanków - też nie
jest tajemnicą. W postulowanej lidze bez spadków i awansów, w której
portfel w stu procentach decydować musiałby o wynikach opisana
sytuacja byłaby już po prostą normą. Po co?
Słusznie Wojciech Drzyzga zauważa, że bezsensem byłoby rozdymanie
stawki, by uratować zbyt słabych na utrzymanie się w obecnych
rozmiarów lidze. Żaden argument za takim posunięciem nie utrzyma
się, nawet jeśli padłby oficjalnie, a nie gdzieś w kuluarach. Z
drugiej strony patrząc, profesjonalizacja PLS nadal jest ideałem, do
którego dążymy, ale droga jakoś bardzo powoli się skraca. „Szlaban”
dla beniaminków z ligi niższych oraz podwieszenie słabych sportowo,
a mocnych portfelem - wcale profesjonalizacji nie gwarantuje. To
banał, ale przecież palców u rąk nie starczy, by wymienić wszystkie
doskonale prosperujące (w moim rozumieniu - również „produkujące”
dobre reprezentacje narodowe) zawodowe ligi, z których i spaść
można, i do nich awansować. Wyliczanka „zamkniętych” dużo mniej
zajęłaby czasu. O czymś to chyba świadczy, po co więc zamykać?
Oczywiście, istnieją ligi liczniejsze od polskiej, włoska chociażby
i z pewnością nie w wielkiej liczbie kolejek biją źródła obniżki
notowań reprezentacji Italii. Powoływanie się jednak na Serie A
kiedy mowa o nadmuchiwaniu naszego balonika, trąci wszelako
groteską, jako że włoskie ławki są dużo dłuższe od naszych, a opieką
medyczną nad zawodnikami biją Włosi na głowę wszystkich w bliższej i
dalszej okolicy. Po co porównywać?
Zakończony sezon PLS był dla mnie całkiem ciekawy, choć liczbą gier
zmuszono mnie bym w play-offach kibicował drużynom, które wygrywały
pierwsze mecze. Kierowała mną bardzo prosta logika: mało ligowa,
jednakże bardzo reprezentacyjna. Na serio wziąłem biadania nad
morderczą naturą obecnego sezonu i wydawało mi się bezdyskusyjne, że
każdy rozegrany set pomniejsza szanse na to, że Murek zagra w
Portugalii, że Wlazłemu (odpukać) nie powrócą skurcze, że...
Małe nie zawsze jest piękne, a w 2008 roku mogło nim być, gdyby
rozegrano mniej meczów, zawodnicy byliby świeżsi, przez co
zyskiwałyby widowiska. No i ten nieszczęsny Pekin... Nie bardzo
wobec tego rozumiałem tych, którzy jedną ręką pisali o nadmiernych
obciążeniach zawodników, z drugiej życzyli wszystkim jak największej
liczby piątych setów. Gdzie tu logika? Podobna jak w grze półsłówek,
gdzie bywa, że pradziadek bezczelnie przy saniach.

|
|