Sęplidebest




Żaden ze mnie Bond, James Bond, nie tyle bowiem wstrząśnięty jestem, co zmieszany pisząc ten felieton. Z jednej strony chciałbym coś pochwalić, z drugiej zaś sumienie każe mi zganić. Ponownie będzie o kibicowaniu. W czym rzecz? Ano, nie podoba mi się niepotrzebne dzielenie kibiców. Dzielenie na „prawdziwych” i „pikników”, na blondynów (-ki) i brunetów(-ki), na lepszych i gorszych. Zauważać istniejące różnice to jedno, a dzielić drugie. A jeśli kibice sami kopią rowy między sobą?
Osobowość prawną uzyskało właśnie Stowarzyszenie Sympatyków Reprezentacji Polski w Piłce Siatkowej (SSRP) - czyli klub kibica reprezentacji. Cel przedsięwzięcia? „Bywa, że są przerwy w kibicowaniu, momenty ciszy, zdarzają się gwizdy, chcemy je zlikwidować” - stwierdzają liderzy, jednocześnie grożąc - „Mamy pomysły na jeszcze lepszy doping, choć obecnym także zadziwiamy cały świat”. Brawo! Może z czasem SSRP „wygryzie” zawodowych wodzirejów „wspaniałej zabawy na trybunach”, tego „owczego” jubla zastępującego solidny doping? (Niech sobie zabawa na trybunach trwa PRZED I PO MECZU, najlepiej wygranym - kiedy jednak piłka w górze, to może banalnie dopingujmy.) Pomysł utworzenia KK reprezentacji uznaję zatem za doskonały. Zejdźmy jednak na zwykle pojawiające się w takich momentach schody.

Liderzy SSRP deklarują, że ma to być „elitarna jednostka. Jak <<Grom>>. Trzeba sobie zasłużyć, aby do niego należeć. Hm... „Elitarna jednostka”? I to jeszcze wyposażana przez PZPS „w reprezentacyjne koszulki i inne akcesoria”? Kto daje, ten wymaga, szanowni stowarzyszeni, pamiętajcie. Zostawmy to - co innego mnie martwi, tak przede wszystkim: drzwi do SSRP może i są szeroko otwarte, ale jedynie dla wąsko rozumianego grona „pełnoprawnych członków klubów kibica drużyn” klubowych. A cóż to? W czymże zapaleniec z Koziej Wólki (nie byłem), albo z Rudki-Tartak (też nie byłem, ale pozdrawiam!) jest gorszy? Konia z rzędem temu, kto mi „plusy ujemne” takiego kibica uczciwie wyliczy, a bryczkę dodam za udowodnienie ich prawdziwości. W promocji natomiast nie zacytuję słów, jakimi ową „elitarność” komentuje mój kolega z pięknej dolnośląskiej miejscowości, w której istnieje tylko liga amatorska bez klubowych fanklubów, a reprezentacji na odległość kibicuje tłum cały.

Coś się komuś poplątało i pomieszało. Jasne, że KK Reprezentacji powinien być wizytówką polskiego kibicolandu i żaden potencjalny osioł pociągający na meczach z flaszki nie powinien tam przeniknąć, podobnie jak i skretyniali zadymiarze. Czy nie ma jednak innego sposobu selekcji? A może to znów kłania się nieszczęsna sprawa monitoringu trybun sportowych w Polsce i podwójna moralność niektórych działaczy? Gdyby to „grało”, sporządzenie „czarnej listy” tych, którym od „Gromu” wara, zajęłoby pięć minut. Czy o to chodzi?

Porządnym i aktywnym kibicem reprezentacji swojego kraju można być nie zdzierając gardła za jakimkolwiek klubem. Sam kibicuję chłopakom Leo zwanego przez niektórych Benhauerem, ale na futbolową ligę nie chodzę. Siatkarskie kadry narodowe to, drodzy państwo, istotnie reprezentacje klubów LSK I PLS, ale przecież poszczególni zawodnicy reprezentują RÓWNIEŻ „pipidówki”, w których zresztą wielu z nich kariery zaczynało. Podobnie z kibicami: kadrze kibicuje się w każdej wiosce, a nie tylko w siatkarskich metropoliach. Powie ktoś: a co szkodzi facetowi z Rudki-Tartak być członkiem KK drużyny z np. Olsztyna? Ejże! Toż „udzielanie się” na meczach ligi, to jeden z wyznaczników weryfikujących „pełnoprawność” członka KK. Siłą rzeczy - decyduje geografia i ekonomia: łatwiej być w KK mieszkając w siatkarskim ośrodku. Taniej. Ale reprezentacja? Czy państwu z SSRP nie szkoda biedaka z Rudki-Tartak? To nie jego wina, że tam ligi nie ma.
No, dobrze. Niech go to dyskwalifikuje jako członka KK drużyny ligowej, jakoś chłop odcierpi. Ale na jakiej zasadzie „Grom” kadry narodowej mówi mu apage satanas? To mi się nie podoba, nawet bardzo. Elitarność nie jest zła sama w sobie, ale kiedy dotyczy swoistego patriotyzmu (bo tym również jest czynne kibicowanie narodowym drużynom) nie powinna być zasadą. Warto wziąć to pod uwagę. Warto tym bardziej, że członków creme de la creme siatkarskich kibiców ma być dwustu. Hm… Czyli trzeba czekać, aż - odpukać - ktoś z elity ziemski padół opuści i zwolni miejsce, by się komuś nowemu do SSRP udało dostać? To zakrawa na żart, skoro chodzi o pomoc naszym graczom płci obojga, a nie o ułatwienie dostępu do biletów starym wyjadaczom.

Na wszelki wypadek się wytłumaczę: SSRP nie odrzuciło mojego podanie o przyjęcie (takowego nie składałem), nie mieszkam też w Rudce-Tartak (czasem żałuję). Lider KK z mego rodzinnego miasta jest wśród założycieli SSRP (gratulacje!), a że mieszkam niedaleko miejsca, w którym Gwardia gra (ech…) swe mecze, stać się „pełnoprawnym kibicem” - żaden to dla mnie kłopot. No, może lekko przesadziłem, gdyż:
By stać się członkiem KK Gwardii Wrocław, najpierw należy wstąpić do Stowarzyszenia Promocji Sportu FAN, w czym w zasadzie niczego złego nie widzę. Co jednak, jeśli w kosmosie nie jesteśmy sami? Jeśli istnieją gdzieś tam, hen w innych mgławicach podobne nam cywilizacje? Żeby móc - jako planetarny patriota - w szeregach kibicowskiej elity elit kibicować reprezentacji Ziemi w Lidze Międzygalaktycznej (wierzę tu w Acostę), musiałbym zapisać się do:
a) stowarzyszenia promującego sport w moim regionie;
b) powiązanego z nim KK miejscowej drużyny ligowej;
c) KK reprezentacji Polski
d) KK reprezentacji Europy
e) KK reprezentacji Matki Ziemi
f) i już.
Nadal jednak nie spotykałbym na meczach nikogo z Rudki-Tartak, a SSRZ(iemi) nadałbym imię Franza Kafki. Inicjały, mam zresztą „kafkowskie” i choć Józefem K. nie jestem, to jakoś tak podobnie się czasem czuję. Dlaczego?

 

 

wstecz