O tym, jak św. Jerzy tytułu swego pozbawion został.

 

 

    Mknął Jerzy na swym rumaku przez jałowe ziemie północnej Afryki. Został wyznaczony na posła, który uprosić miał cesarza Dioklecjana, by ten nie prześladował biednych chrześcijan, lecz w drodze usłyszał historię o straszliwym smoku, mieszkającym nieopodal miasta Silane. Wieść niosła, że bestia, porywająca dotąd stada owiec, zażyczyła sobie nagle, by ofiary składano jej z młodych dziewic.
    Nie mógł wobec tego pozostać Jerzy obojętny, więc czym prędzej wyruszył, by zapobiec eksterminacji. Wiele dni i nocy spędził w siodle, tak drogi był mu los bliźnich, aż nareszcie dotarł do celu.
    Zsiadł z konia i dobył miecza. Podniósłszy przyłbicę hełmu, bacznym wzrokiem badał okolicę; wokół przerażającej, ogromnej jaskini ziemia był spalona i usłana zwierzęcymi oraz ludzkimi kośćmi. Rycerz przełknął głośno, lecz naraz zebrał się w sobie – stanął wyprostowany i zawołał:
- Ja, Jerzy z Kapadocji, wzywam zamieszkującą tę grotę bestię, by wyszła i stanęła do walki! Niechaj dosięgnie ją sprawiedliwość!
    Czekał chwilę oddychając głęboko, ale nic się nie wydarzyło. Z jamy nie wyłoniła się pokryta łuskami głowa, ani żadna ognista kula nie pomknęła w jego kierunku. Jerzy postąpił kilka kroków i ponownie wezwał potwora. Gdy ten znów się nie pojawił, rycerz podrapał się w głowę.
- Jak tu sławę zdobywać, gdy nawet smoki człowieka ignorują? – zapytał sam siebie. Nie otrzymawszy odpowiedzi, podjął decyzję i ruszył w kierunku groty. Ostrożnie opierając się jedną ręką o wilgotną ścianę, wszedł do smoczego legowiska. Uważnie stawiał każdy krok, nie wykonywał żadnych gwałtownych ruchów, które mogłyby sprowokować czyhającego w ciemnościach gada. Długo penetrował podziemne korytarze, lecz w końcu zrezygnowany opuścił kryjówkę smoka i usiadł ciężko na ziemi.
- Czyżby to wszystko nieprawda? – westchnął – Czyżby to tylko plotka i nie jeden przede mną przyjechał w te strony, by się ośmieszyć?
    Siedział tak długo i rozmyślał, aż w końcu podjął decyzję, że pojedzie do Silane i zasięgnie języka.
 
* * *
 
- Zatem, w drodze do cesarza Dioklecjana usłyszałeś, panie, o naszych problemach z tym potworem i zapragnąłeś pomóc – podsumował kapitan królewskiej straży, którego Jerzy zapytał o smoka.
- Zgadza się – odparł Jerzy.
- Rad jestem, żeś zechciał ofiarować nam swoje usługi, lecz pomoc twa nie będzie już konieczna – rzekł kapitan.
- Byłem w jaskini i bestii nie zastałem.
- Zatem odwiedziłeś grotę? – spytał tamten – Nie dziwota, żeś go nie znalazł, ponieważ smok jest już martwy.
- Martwy? – powtórzył Jerzy zdziwiony – Nie dalej niż cztery dni temu słyszałem, że terroryzuje okolicę i żąda ofiar z dziewic.
- Tak było, lecz blisko miesiąc temu – odparł kapitan, prowadząc go po placu – Wówczas rzeczywiście mieliśmy z nim wiele kłopotów.
- Więc, co się stało? – zapytał Jerzy szczerze zaciekawiony – Czyżby pojawił się kto na tyle odważny i zaprawiony w boju, że bestię pokonał?
- Tak – padła odpowiedź – Jeden z największych rycerzy, jakich nosiła ziemia. Brał udział w wielu bitwach i nie raz o ich losach przesądzał.
- Któż to taki? – zapytał Jerzy zdenerwowany tak chwalebnymi określeniami, których sam by się nie powstydził.
- Głód – odparł kapitan z uśmiechem.
    Przez chwilę obaj milczeli spacerując po koszarach. Jerzy wpatrywał się przed siebie pustym wzrokiem. W końcu znudzony ciszą kapitan straży zapytał:
- Nie rozumiesz, co się mogło stać, prawda?
- Zaiste – potwierdził Jerzy – Nie rozumiem.
- Pozwól, więc, że ci wytłumaczę – rzekł tamten i wyprostował się – Otóż, gdy ów smok zażyczył sobie, by w zamian za bezpieczeństwo okolicznych mieszkańców składano mu ofiary z dziewic, w mieście zapanował hazard. Dostrzegam niedowierzanie na twojej twarzy, panie – zaśmiał się kapitan i ciągnął dalej: – Dziewice, bo oczywiste jest, że żadna nie pragnęła śmierci, ciągnęły losy, by raz w tygodniu jedna stała się posiłkiem tego przeklętego potwora. W końcu los sprawił, że wybranką została córka mojego pana. Choć próbował przebłagać poddanych, by ją oszczędzili, zdecydowali się twardo egzekwować warunki umowy.
- To straszne – rzekł beznamiętnie Jerzy. Jako dobry chrześcijanin winien był żałować niewiasty, jednakże wciąż był wściekły, że to nie jemu przypadł zaszczyt zgładzenia smoka. Jego rozmówca natomiast ciągnął dalej:
- Tak, straszne. Nazajutrz odprowadzono ją przed jaskinię. Ja również wybrałem się tam, by wraz z innymi pożegnać córkę naszego władcy. Czekaliśmy, aż w końcu zwierzę wyłoniło się ze swej kryjówki. Nie widziałem nigdy w życiu niczego tak przerażającego! Gad pluł ogniem na wielkie odległości, stalowe szpony odbijały słoneczne promienie. Już miał pożreć księżniczkę, gdy nagle zaryczał wściekle i rzekł: „To dziewczę nie jest dziewicą! Próbowaliście mnie oszukać, nędznicy”. I bez ostrzeżenia porwał jedną z kobiet, które wraz z innymi przyszły oglądać to straszne przedstawienie.
- Chryste! – wydyszał Jerzy, któremu zrobiło się zimno ze strachu – I co było dalej?
- I właśnie w tym miejscu – kapitan wyraźnie zasępił się – znalazło się rozwiązanie, które okazało się zarówno doskonałym i szczęśliwym, jak i niegodnym. Królewska córka rzeczywiście oddała się w noc przed tym wydarzeniem jednemu ze służących. Ratując życie nawet nie pomyślała o jego urodzeniu i pozycji, po prostu zaprosiła go do swej łożnicy. Inne dziewice, zobaczywszy, że księżniczce udało się uniknąć potwornego końca, masowo zaczęły oddawać się przypadkowym mężczyznom.
    Jerzy parsknął śmiechem, ale szybko zamaskował to udanie ochrypłym kaszlem. Gdy się w końcu uspokoił, zapytał:
- I smok nie przewidywał żadnych... represji?
- O dziwo nie – odparł kapitan – Po wielu dniach głodówki, jakby myślał, że to my ulegniemy targani wstydem i współczuciem, zdechł z głodu.
    Jerzy nie bardzo wiedział jak zareagować na tę nowinę – co prawda naganne było zachowanie młodych chrześcijanek, jednak nie mógł nie dostrzec humorystycznej strony tej historii. Wysłuchał rycerza, który użalał się, że bez wątpienia zasłużyli sobie na Gniew Boży i dusząc w sobie śmiech, czym prędzej opuścił Silane.
 
* * *
 
    Opisując tę historię, Jerzy nie mógł się powstrzymać, by nieco nie zmienić fabuły. Wyszło na to, że zabił smoka i uratował księżniczkę, tym samym ratując królestwo. Był to czyn tak wielki i szlachetny, że postanowiono nadać mu tytuł Świętego Jerzego. Jednakże w połowie lat sześćdziesiątych XX wieku, naukowcy natrafili na dokumenty, opisujące prawdziwe zdarzenia i tytuł ów Jerzy z Kapadocji stracił.

 

wstecz