Mit o echu, resocjalizacji i noktowizorze
 


Było to niedługo po szczęśliwym Odyseusza powrocie spod Troi. Helios, z nudów ziewając i niedotlenienia (wysoko powietrze rzadsze było, a tlenowej maski jeszcze nie wynaleziono) zasuwał nieboskłonem do swego pałacu. Jechał szybko, nie chcąc się spotkać z Selene, którą jako pławiącą się w blasku cudzym, za pasożyta miał, takoż i pozerkę. Ptaki kokosiły się w gniazdach swoich, nie trzaskały już wreszcie dziobami, co radowało siedzącą w górskim strumieniu boginkę. Nimfa to była wodna, o imieniu Echo, która ulubionemu swemu, oddawała się, cowieczornemu zajęciu. W płytkim siedziała strumieniu, o wodach niezwykle niebieskiej barwy.

Wartki, a chłodny nurt ukojenie przynosił jej omdlałym od ciekawskiego Heliosa wzroku członkom. Omywał boskie nimfy kształty, szemrząc cicho, aczkolwiek lubieżnie. Echo nie zwracała jednak na to uwagi zupełnie. Zajęta była bowiem czym innym. Nogi swe depilowała namiętnie. Używała do tego sierpu słynnego, który dostała od jednego ze swych boskich kochanków (zmilczmy, kto to). Depilowała z namaszczeniem, dokładnie, trwało to więc i trwało. Umilała sobie czas pod krakersy z ambrozją nektar popijając, z kantaru stojącego na spoczywającym na dnie strumienia kamieniu.

Szło jej dość ciężko, bo i zmrok zapadał, a oczy źle widziały. Nie to nawet, że wzrok słaby miała, bo dobrym był. Co innego. Jednym z kochanków jej był i Odyseusz, za którego chciała nawet ongiś wyjść za mąż, odkąd w zbroi pięknej chodzić zaczął, w pozłacane łosie zdobnej. Nie wiedziała, jednakowoż, nic o Penelopie. Bo niestety: Odys, jak to Odys. Oszukał Echo i po szaleńczej tej miłości pozostały nimfie tylko papirusy miłosne i papierosy skręcane z tytoniu, jaki król Itaki przywiózł był z Ameryki, na tysiące lat przed Hiszpanami. Kopciła więc Echo jednego za drugim. Niedopałki liczne walały się na brzegach strumienia niczym przypalone małż muszelki. Od tygodnia Paliła dopiero, więc nie bardzo uniknąć umiała w oczy dymu szczypania. Podrażnione jej prześliczne, niebiesko-zielono-szare organy wzroku i łzawiły jak diabli. Łzy tusz do rzęs rozpuszczały, który powlekał jej twarz tak dokładnie, jak pokost płótno na sztaludze artysty rozpięte.

Wtem przecudny na polanie pojawił się młodzieniec, taki około czterdziestki. Łysawy blondyn nieziemskiej urody. Miał około 185 centymetrów wzrostu i 91 i pół kilograma wagi. Niewielka główka spoczywała na równej jej średnicy szyi. Stanął nieopodal nimfy i ryknął śmiechem.

- Cha cha cha!
- Czemu rżysz, tasmański kretynie? - Echo zapytała głosem ponurym.
- Jak ty wyglądasz? Popatrz na siebie.
- Wyglądam jak wyglądam. To prywatna sprawa moja.
- Kicz jakowyś jesteś - rechotał przepiękny - Nie dość, że zachód słońca, to strumyk szemrzący, no i ta polana...
- Kicz jest, jak jeleń się pojawia w kontekście - sprostowała Echo.
- Racja - zasmucił się młodzieniec - Nie ma tu jelenia...
- No, widzisz - ucieszyła się Echo depilując dalej, w narastającym wielce roztargnieniu.
- Haa! - ryknął przecudny - Zamiast jelenia ty jesteś! Masz rogi! Ty je masz! Jeleń niepotrzebny! Czemu masz je i to jeszcze złote?
- Bo ja jestem zodiakalnie pół ryba, pół baran. Urodziłam się dokładnie o północy wtedy, kiedy jeden znak w drugi przechodzi. Stąd mam i rogi i ogon rybi. Takam ja hybryda.
- Ale cyrk - ze śmiechu zaryczał młodzieniec urody ogromnej - Jesteś jako syrena, albo i smok morski, bo ci się z ust dymi! A co to się dymi, mi powiedz?
- Papieros - odburknęła Echo, którą denerwować poczynała powoli wesołość młodzieńca.
- A czemu go tak trzymasz w swych różanych usteczkach?
- Nie tylko trzymam, lecz palę.
- A czemu to palisz?
- Bo tak jest niezdrowo!!! Neurotycznie palę, bom w stresie straszliwym.
- I to ci pomaga?
- Tak!!! Albowiem paląc pogrążam się głębiej. Na polu innym, lecz bardziej. Chcę ja, sama siebie zmieść z powierzchni Ziemi, chorując na płuca.
- Chyba już coś nie tak z tymi płucami, bo chrypisz strasznie przemawiając do mnie.
- To kara jest boska.
- Co?
- Kara boska, ogłuchły ty jesteś, czy jak?

- Słyszę ja dobrze, aczkolwiek zrozumieć mam problem - cudnej urody rzekł młodzian z uwielbieniem zerkając na swe własne w wodzie strumienia odbicie.
- Już ci to tłumaczę - skrzywiła się Echo, nogę zmieniając z wydepilowanej na drugą.
- Hera wielce na mnie wściekła, bo jej przeszkadzałam w Gromowładnego śledzeniu, kiedy z wdzięków korzystał ziemskich śmiertelniczek. Ukarała mnie przeto, głos mi odbierając.
- Lecz mówisz, ty, przecie?
- Jeszcze tak, lecz chrypka objawem, że klątwa jej działać już zaczyna powoli - wyjaśniła Echo i na myśl samą o tym, gwałtowniej wodzić zaczęła boskim sierpem po łydce - O, jasna cholera!
- A cóże się stało?
- Zacięłam się przez ciebie! - Echo ryknęła, wściekła na młodziana, niecnego sprawcę jej okaleczenia - Ty...
Nie dokończyła nimfa jednakże obelgi, jednej z wielu, które morzem dosłownie wylewać się zdarzały z jej ust w okazjach podobnych. Nie skończyła, gdyż na polanie, niczym dea ex machina piękna się postać pojawiła kobieca, wielkiej, choć surowej urody.
- Och! - przerażona wychrypiała Echo.
- Och! - słowiczy wydał trel z siebie młodzieniec urody przecudnej.

- Witaj, Echo! - z jadem w głosie ozwała się postać.
- Wi... Witaj Hero! - wydukała nimfa, dłonią tusz ocierając z oczu, by lepiej widzieć swą prześladowczynię.
- Radość moja na widok twój, równa tej jest, którą i ty odczuwasz mając mnie przed swoimi, tuszem sklejonymi oczyma - z sardonicznym uśmiechem Hera rzekła - A ty kim jesteś młodzieńcze?
- Jam Narcyz, o Bogini! - zupełnie na luzie przedstawił się młodzian.
- Aha. Z tobą pogadamy potem - skrzywiła wargi żona nadobna Zeusa i w te zwróciła się słowa do nimfy - Dziś kończę z tobą, Echo. Już więcej nie wypowiesz słowa! Od północy!
- Nie! - jęknęła ochryple Echo.
- Tak! - zerknęła Hera domyślnie na Narcyza - Tym bardziej, że widzę, iż znów do facetów cię ciągnie!
- Mnie? No jakże to, Hero! - wykrzyknęła Echo - Toć nic ja nie mam już z nimi! Trzymam ich na dystans!
- Dystans? To ciekawe czemuż Penelopa dzień w dzień ofiary mi składa, prosząc o, w męczarniach straszliwych, śmierć dla ciebie rychłą?
Odpowiedzią Echo było już milczenie i rumieniec jeno, którego wcale jednak widać nie było spod warstwy pokrywającego lica jej tuszu.
- Pójdę ci, miła moja, na rękę! Wypowiedz swe słowa ostatnie, znaj dobroć małżonki Gromowładnego, słucham cię. Czekam twojej prośby.
- Jego ukarz! - postanowiła Echo pociągnąć i Narcyza w dolegliwości otchłań.
- A za co? - zainteresowała się Hera, podejrzliwie zerkając na młodzieńca.
- Przez niego skaleczyłam się przy depilacji! - kontynuowała oskarżenie swe Echo.
- Co? - zdenerwowała się Hera - Przeszkadzał podczas czynności upiększających kobiecie? A to łotra kawał!
- Mało tego, on nabijał się, o boska, z mojego wyglądu!
- Hm, typowa męska szowinistyczna z niego jest nierogacizna! Myślisz koleżko, żeś ty taki piękny?
- Tak! Pięknym ja, jako ten poranek pogodny, dzień ku chwale Zeusa poczynający! - skromnie Narcyz rzucił.
- Cha cha cha! - spointowały wystąpienie jego śmiechem chóralnym i Hera i Echo.
- Od was jam piękniejszy - pogardliwie wydął wargi młodzieniec.

- Teraz przegiąłeś - sucho Hera rzuciła - Postanawiam zatem, co też następuje: Ty, Echo, nie utracisz mowy całkiem. Złagodzę mój wyrok, będziesz jednak wydawać dźwięki z siebie, atoli nie własne. Zdolność mówienia zachowasz, lecz ograniczy się to, do powtarzania jeno tego, co kto inny powie. Wiesz, w zasadzie całą mogłabym darować ci karę, ale nie wypada Bogini z gęby cholewy robić, tym bardziej, że chodzim tu wszyscy w sandałach. Możesz teraz ofiarować mi swej podzięki wyrazy!
- Daję ci ja zatem, o bogini, wyrazy podzięki! ...dzięki! ...ęki! - podziękowała Echo.
- Okej. Teraz ty, Narcyzie. Kara dla ciebie za nieprawidłowy stosunek do kobiet, polegała będzie na tym, że na wieczne czasy, kucać będziesz, z wywieszonym jęzorem, na brzegu strumienia i podziwiać własne swe we wodach odbicie. Jeść nic nie będziesz, dieta ci się przyda, a pić jeno to, co też z nurtu zliżesz!
I wtem niewidoczna jakaś siła porwała Narcyza i kucnęła go nad strumieniem i szyi jęła nie pozwalać odwrócić głowy od widocznego w wodzie odbicia. Siła ta wyciągnęła też jego język tak mocno, że dotykał nurtu. Również i za powieki się wzięła trzymając je niezamykające się, a i nie zapomniała o źrenicach, które odtąd patrzeć mogły już tylko na odbity w mokrym zwierciadle wizerunek właściciela ich.
- Dobra. Wracam ja na Olimp, urodziny dziś święcim Zeusa. Żegnaj Echo! Dobrze, że mi powiedziałaś, co za ptaszek z tego tu Narcyza i ukarać go mogłam za krzywdy twe. Wiesz, my kobiety trzymać się razem musimy!
- Razem! ...azem! ...azem! - odpowiedzieć mogła tylko Echo.
Hera uśmiechnęła się i ruszyła w drogę do pałacu męża.

Tak oto, w jednej i tej samej chwili wynaleziono echo oraz resocjalizację, jako że strumień, w którym przeglądał się Narcyz i chłodne lizał tonie nazwę nosił Resociallos, od wieków.

Niedługo potem Odyseusz, który chciał nadal zdradzać Penelopę z Echo wściekł się, stwierdzając, że nimfa nie ma już swojego zdania na żaden z tematów, tylko po innych powtarza. Wściekł się i dopadł, dnia jednego, Narcyza nad wodą. Zły, że Herze (za Echo) dokopać nie może, zauważył, iż ukarany odpoczywa w nocy, bo po ciemku nie musi już na siebie patrzeć. Wykombinował więc Odys od wynalazcy z miasta Noctowisoropolis) okulary specjalne ze szkiełkiem zielonym, które na nos Narcyzowi nałożył, by ten i nocą nie mógł dać spocząć wzrokowi.

Wrocław (k. Sparty), 5 października 2002

 

wstecz