| |
Mit o teściowej
Szczęście na królewskim Eurydyki i Orfeusza dworze, nie potrwało długo. Apollo
bowiem, zawistny, za wygraną nie dawał. Z Eurydyką rozkoszy w łożu mieć nie
mógł, więc (jako bóg) w pomście na trackim królu jej szukał. Nowe na młodych
zesłał był nieszczęście.
Dnia jednego powrócił do pałacu z koncertu Orfeusz i zdziwił się wielce, bo
salonie bowiem, podle Eurydyki, smok - sfinksowi podobny, rozpierał się
straszliwy. O stu oczach potwór i językach tyluż.
- A co to ma być? - król zdziwiony zapytał.
- A to nowy towarzysz nasz życia. To smok Tessis się zwący, w zasadzie smoczyca
- Eurydyka objaśniła czym prędzej.
- Stara i chora smoczyca - monstrum dodało, na Orfeja łypiąc z dziwnym, w
połowie swych oczu, rozbłyskiem, a pozostałych dziesiątków pięć mrużąc
podstępnie, a złowieszczo wielce.
- I cóż z tego, że stara i chora?
- A to, że jak mnie tu nie przyjmiesz, to do żywota schyłku wyrzuty sumienia
miał będziesz. Erynie z kopytami cię pożrą, zobaczysz! - obrzydliwie Tessis
zarechotała, w sztuce moralnego szantażu wprawiona nadzwyczaj.
- Słusznie prawi ona, Orfeuszku drogi - Eurydyka nadobna czule rzekła mężowi.
- Niech ci będzie, kochanie - skrzywił się król, a splunął i do dworzan poszedł
swych, by wina się opić, nieszczęście przeczuwając rychłe.
I rację miał, ciężkie dni bowiem dla królewskiej pary nastały. Co i rusz (co
wcześniej miejsca nie miało), kłócili się, nerwami wzajemnie maltretując się i
dręcząc. No, bo jak Eurydyka awantur czynić nie miała, skoro Tessis tłumaczyła
jej w kuchni, iż złem jest to wielkim, iż małżonek miast na podpłomyki zarabiać,
po polach, a lasach wciąż bieży i występuje przed każdym, co słuchać jeno
zechce.
Jak Orfeusz miał nie pieklić się, skoro smoczyca żonę mu podburzała ciągle jej
mówiąc, by monarsze karcić się ręką mężowską nie zezwalała. Takoż Eurydyka
stawiać się poczęła hardo i przeciw prawom boskim występować małżeński związek
stanowiącym. Dnia jednego przyłapał monarcha smoczycę, kiedy w kieszeniach mu
grzebała chitonu, a skarconą będąc, prawiła (bez żenady żadnej), iż - czy
pieniędzy jakichś przed żoną tam nie zakisił, sprawdzała. Innego razu, potwora
Orfeusz dorwał, kiedy prywatne jego zwoje w takiejże szufladzie wertował. Szlag
go mało nie trafił na miejscu, lecz zdzierżył sił ostatkiem, nie chcąc z
małżonką swą zetrzeć się znowu.
Amfora przebrała się, gdy Tessis dzieci królewskie jęła przeciw Orfejowi
nastawiać bezczelnie, raz to słodyczami i oliwkami marynowanymi przekupując,
innym razem strasząc. Niecnie władzę w Tracji z rąk króla przechwycić próbowała
w ten sposób. Tronu następcy kłamała, że Orfeusz leń i na prawa syna swego do
tronu kicha, kostur kładąc na nich. Dziecię do buntu namawiać się ważyła.
Przy okazji też, wmawiać Eurydyce poczęła, iż ta mezalians popełniła, za
gołodupca wychodząc - biednych pastuchów króla, podczas gdy sama nimfą boskiego
pochodzenia była.
Naonczas Orfej przeklął Tessis straszliwie, wtrącać się zabronił, w wydzielonej
komnacie, pod strażą, na smoczych czterech literach siedzieć cicho jej przy
kazał i od ich małżeństwa swego trzymać się za daleka. Zrazu w nos mu się Tessis
roześmiała, lecz wnet gróźb posłuchała trwożnie, bowiem król-muzyk rzekł, iż
lubo warunki spełni, lubo po Heraklesa pośle, by jej heros maczugą zad
oporządził smoczy.
I znów szczęśliwie żyć Eurydyka z Orfeuszem zaczęli. Niestety - znów do czasu
jeno. Razu bowiem pewnego, powróciła Eurydyka z heliosarium do pałacu i scenę
tam zastała straszliwą. W kuchni, na trójnogu, tuż obok kuchenki, Orfeusz
spoczywał, a przy garach smok nowy się krzątał. Z wyglądu niegroźny, lecz
brzydki jak Tessis. Pysk koszmarny w fałszywym krzywiąc uśmiechu, kąski królowi
smakowite na talerz nakładał.
- O, Hero! Czyż znowu pokarali nas bogowie potworem? - nimfa jęknęła boleśnie.
- Nie gniewaj się, żono miła ma, to smoczyca innej wszelako, niż Tessis natury -
niewyraźnie, bo jadł właśnie, tłumaczył Orfeusz.
- Witam cię, Eurydyko droga - grobowym potwór odezwał się głosem - Jam Tiovea
jest, smoczyca, co w każdym małżeńskim stadle pomocną jest wielce.
- Serio? - ponuro, a z niewiarą, mruknęła królowa.
- Powaga - smoczyca prychnęła i ciągnęła dalej - Pomogę ja wam wszelkie wasze
problemy rozsupłać. I dzieci wychować. I prać i gotować tudzież. Dobrze wam ze
mną będzie, a beze mnie - rodzina wasza rozpadnie się chyżo. Pośród nędzy
moralnej i zbrodni - rozpadowi ulegnie. Pamiętaj jeno królowo: nie wolno ci
krzywdzić tego cuda, jakim Orfeusz jest, a i wiedz, iż ożenił się z tobą, ku
szczęściu jeno twemu, niezasłużonemu niczym, więc nagrodą dla niego twa
powolność, we wszystkim, być musi.
Zerknęła koso królowa na męża, a widząc, iż ten słucha Tiovei, wzrokiem w nią
błędnym wpatrzony, ku towarzyszkom swym do Aerobicosa przybytku podążyła, na
nieszczęście gotowa się skarżyć.
I jęła Tiovea wtrącać trzy obole swe wszędzie, nieproszona o to nic, a nic. Na
sposobów siedem kontrolować sytuację poczęła w królewskiej rodzinie, obłudnica.
A to prawiła, iż niezastąpioną jest we wszystkim, a to zmuszać małżonków
(Eurydykę głównie) do zwierzeń próbowała cynicznie. Gdy nie chcieli tego,
szantażowała, że skoro w kuchni po dniach całych siedzi, to i przecie pełne się
jej ich zaufanie należy, przynajmniej. Z radami swymi i królowi i królowej wciąż
się narzucała. Kiedy indziej (klepsydrami całymi), nimfie tłumaczyła, jak dbać o
zadowolenie męża winna. Pożyczać małżonkom talenty złota próbowała, by
wdzięcznością ku sobie samej ich powrozem uwiązać. Kiedy się zaś przeciw jej
praktykom burzyli, w poczucie winy ich wpędzała, prawiąc:
- Mnie? Mnie, chorej tak ciężko, zgryzot przysparzacie? Jako nie wstyd wam, o,
niewdzięczni! Stara i chora jestem, a wy do hadesu wpędzić mnie gotowi!
Znosiła to Eurydyka lecz wszystko do czasu jeno. Kiedy Tiovea uwolnienia Tessis
więzionej w pałacu zażądać się śmiała - nie zdzierżyła nimfa, mimo iż
drewnianego charakteru była (a i intelektu):
- Nigdy! - zawrzasnęła.
- Nigdy! - zawtórował jej małżonek-artysta.
- Ledwo Tessis jedną znieść wydoliliśmy! Ciebie samą trawim ledwo! Nie dla nas
dyktatura smoka podwójnego! Ni klepsydry wyżyć rady tak nie damy! W nędzy
prędzej i głodzie sczeznąć wolim!! - z furią wielką małżonkowie wykrzyknęli
zgodnie, jako tego od dawna czynić nie przywykli.
I spakowali się, a dziatki swe w podróżne ubrali chitony i ruszyli hen, przed
siebie. Precz poszli, z pałacu odchodząc. Dokąd - nie wiedzieć nikomu. Wieści
jeno dochodziły potem, że bez smoków długo żyli i szczęśliwie nad wyraz. I
bogato nawet, bo Orfeusz jam session urządzał po świecie, a Eurydyka warsztat
wyrobu kołnierzy z Orthopedos otworzyła.
Nie wiedzieli, nieszczęśni, iż na ludzki ród plagę (od egipskiej straszniejszą)
sprowadzili niechący. Odtamtąd smok (syjamskiej, podwójnej natury) Tessis-Tioveą
przezwany, od tysiącleci po dziś dzień się włóczy, w niejednym rodzinnym stadle
usiłując odnaleźć Orfeja z małżonką i bruździ, litość dla młodych mając sobie za
nic.
Wrocław (k. Sparty), 30 października 2002

|
|