Mit o walkmanie, masce przeciwgazowej i sekretariacie



 Działo się to w czasach, kiedy Achajowie w piętkę gonili pod Troi murami. Achilles już strzelił był kopytami. Nie było pośród żywych już i Patroklosa, bohaterskiego Hektora również szlag trafił. Dziesięć lat trwała już młócka jałowa, z której Homer li tylko korzyść mógł odnieść, zacierał więc dłonie na samą myśl o wierszówce, łapczywie się oblizując i mrugając obleśnie ku nałożnicom przedajnym.
- Nie ma lekko - rzekł Agamemnon do Odyseusza - Musisz, rudy cwaniaku, wymyślić już nareszcie tego swojego konia trojańskiego, bo sczeznąć nam tu przyjdzie w niesławie cholernej.
- Dobra - odparł Itaki król i oddalił się do namiotu.
 

 Nałożnice wygonił, a nadobnych młodych efebów tudzież. Siadł na łożu i myślał, a co wymyślił - grotem strzały na glinianej tabliczce wyrył. Rano zaniósł Agamemnonowi.

    - No? - spytał wódz uprzejmie - Wymyśliłeś tego trojańskiego konia, czy nie?
- Niby tak, władco Myken, tych od kultury mykeńskiej, prastarej - odparł Odyseusz, jednak frasunek z lic jego nie schodził, za chiny ludowe.
- To skoro tak, władco Itaki, czemu pysk krzywisz, jakby ci kazali z tym koniem się żenić? Pokaż, coś tam wyskrobał, niech rzucę mym wodzowskim okiem, póki glina jeszcze nie wyschła na twardo - z pobłażaniem ozwał się Agamemnon.

    Na to Odyseusz, zawstydzon z lekka, wyciągnął zza pleców swych, w pancerz odzianych, ręce ufajdane gliną po łokcie same, a tabliczkę z bohomazem jakowymś trzymające.

    - I co my tu mamy, hm... - zamruczał Mykeńczyk, dzierżąc Odysa projekt w swych mocarnych, a krwią wrażych Trojan splamionych palcach - O, kurde! To jest to, o co mi chodziło...
- A... Ale, wodzu, jest je... je... jeden problem... - wyjąkał Odys skonfundowany wielce.
- No co tam? Gadaj mi tu zaraz! - zdenerwował się Agamemnon, a oczy jego gromy ciskać jęły tak ogniste, że aż obozowa straż pożarna (sikawki dzierżąc) stanęła wedle sztabowego namiotu, chcąc pożar zdusić w zarodku - Przeca wyrysowane wszystko jest na cacy? Koń superowy wielce i wygraną w tej wojnie okrutnej w kieszeni (co to ją wynajdą za wieków parę) mamy!
- No, projekt jest, jeno z wykonaniem jego problem się pojawi niebawem.
- Więc masz problem, taaa... - powoli rzekł wódz naczelny - Czy chcesz, przyjacielu mój, o tym porozmawiać?
- Tak - z determinacją w głosie Odys z siebie wyrzucił.
- Kładź się zatem na me wodzowskie łoże i mów, co dręczy cię. Ja wysłucham pilnie i radę jakowąś wynajdę niebawem.

    I legł Odys na łożu Agamemnona, a ten, w dłoniach dzierżąc glinianą tabliczkę i rylec, usiadł tuż obok na trójnogu zdobnym ręką artysty rzeźbiarza,.
- Mów, słucham cię uważnie, co ów problem stanowi? - beznamiętnym, profesjonalnym tonem król Myken zagaił.
- Nie wiem, azali z drewna potwora tego zbudować trzeba, lubo z bloków kamiennych z trudem przez niewolnych ociosanych - wyłuszczył sprawę Odys i ucieszon wielce, że zrzucił kamień z serca, odetchnął z ulgą tak mocarnie, że aż namiot Agamemnona zwiało i poleciał hen, ku Troi fortyfikacjom.
- Aha, problem twój wielki jest i złożonej natury. Konsylium zwołać należy, sam tu nie poradzę - roztropnie zadecydował król Myken - Hej! Heroldowie! Wołajcie tu wodzów achajskich na naradę w sprawie wagi wielkiej, jak dupa cyklopa! A żwawo!

    I zawołani nadeszli, zbrojami i rynsztunkiem bojowym, czerwonych od krwi wrażej podzwaniając przy kroku każdym. Nadeszli i ciężko zwalili swe udręczone bojami wieloletnimi członki na trójnogach. Jeno Odys spoczął na łożu, bo leń był i cwaniak. I też wynalazca.
W krąg usiedli: Nestor stary, o brodzie siwej do pasa długiej, w której połyskiwały groty strzał trojańskich, niektóre pordzewiałe, bo lat temu dziesięć w gęstwie utopione. Przyszedł i osobisty wróg Odysa, syn króla Eubei, Palamedesem zwany, co przemyślnością itackiemu władcy dorównywał, a walecznością Achillowi. Jako trzeci, stękając, usiadł na trójnogu Menelaos, który już ani źrenic nie miał, ani tęczówek od opłakiwania swej ślubnej przyczyny tych zmagań. Po lewej jego ręce spoczął Ajaks Wielki, króla Salaminy następca, co barany miast Trojan siekał na tatara (a Homer opisując boje - w kulki lecąc - uśmiercił go). Obok kucnął imiennik wielkiego, Małym zwany, co to w bieganiu najszybszy z Hellenów był. A zasuwał tak prędko, że przez lat dziesięć, nie ubił żadnego wroga jeszcze, gdyż kiedy zamach tylko do cięcia mieczem brał, przeganiał przeciwnika o wiorst kilka i siec nie miał już kogo. W gronie tym dostojnym nie brakło i Diomeda, oszczepnika nad oszczepniki.

- No i co? - zapytał Ajaks Mały, któremu jak zwykle najbardziej się śpieszyło.
- Z lektury „Iliady” tego pismaka Homera wiecie, że jedyny sposób na zwycięstwo, to podstępnie Troję zdobyć przy pomocy konia trojańskiego, którego wymyśli Odyseusz - rozpoczął naradę Agamemnon.
- Jasne - chórem odrzekli bohaterowie, poza Menelaosem, który milczał płacząc.
- Ok. Odys sporządził projekt, ale coś jeszcze nie pozwala nam jego wykonanie celem odniesienia triumfu nad wrogiem.
- Co takiego? - zachrzęścił pancerzem swym Ajaks Wielki - Tylko mi baranów proszę tu nie wypominać, bo się wkurzę! Co i rusz się mnie o to czepiacie, jakby ważniejszych spraw nie było...
- Heleno ma, Heleno, gdzieżeś jest? Czy może świętokradcze łapska Parysa, niecnoty, znów dzierżyć cię chcą w swej mocy okrutnej? - Menelaos załkał, rzężąc żałośnie.
- O Zeusie! My tu o interesach, a ten znowu te swoje brednie wywnętrza! - z rezygnacją w głosie jęknął Diomedes - A zamknij się, mięczaku, o boju radzim teraz, a nie o laskach. Na to chwila sposobna przyjdzie potem.
- Racja! - poparł do Palamedes - W czym rzecz, Agamemnonie, mów szparko.
- W tym - wrócił do tematu król Myken - że nie wiemy, czy rumak ma być drewniany, by Trojanom łatwiej było go wprowadzić za mury, czy kamienny, by spalić go nie wydolili.
- Ha! - udźwiękowili swą niewiedzę bohaterowie, jednocześnie zgadzając się z wodzem, co do wagi problemu i umilkli na długo.

Ze dwie duże klepsydry myśleli i nic im do głów przyjść nie mogło. Wreszcie stary, a bywały w świecie, Nestor ozwał się, znajdując, w mądrości swej wielkiej, rozwiązanie dylematu:
- Możem do niewiadomo kiedy tak sterczeć na tych trójnogach, co jeno epidemią hemoroidów zaowocuje. Trza nam słać posłańca z pytaniem do Pytii.
- Tak! - ryknęli chórem (z podziałem na głosy) wodzowie - Praw Nestor stary! Słusznie radzi! Słać do Delf nam trzeba!
W głosowaniu wybrali na posła Odysa („skoro konia wymyślił, niechaj sam zasuwa przy sprawie). Ten, nie czekając, na okręt wsiadł i do wyroczni się udał.

Kiedy przybył przed oblicze apollińskiej kapłanki zapytał:
- Azali konia trojańskiego zrobić nam należy z drewna, czy z kamienia raczej?
- Kto zamęcza zająca stryja swego, temu w kąpieli wieczornej pumeks z wyspy Thery w palcach się rozpadnie - błyskawicznie odpowiedziała kapłanka w cudownym jasnowidzeniu.
Zdurniał Odys całkiem na słowa te, lecz nie powtórzył pytania, jako że straż świątyni drzwi wyjściowe mu wskazała, każąc spadać w podskokach, gdyż kolejka pytających wielką była, a zapytania reglamentowane po jednym na łebka. Umyślił tedy Odys stanąć w ogonku raz jeszcze, lecz gdy zobaczył przeraźliwie długi, wijący się wąż oczekujących, zwątpił widząc, iż prędzej mury Troi same się rozpadną, niż zdąży raz jeszcze zapytać, a przeca ani w ciąży nie był, ani starcem o widocznym kalectwie, by na przywileje liczyć. Strapion do gospody się udał. Siadł przy stole i zapłakał.

- Czego wyjesz? - zapytał wtem głos jakiś, troską dźwięczący.
Odys zacytował nieznajomemu swe pytanie, jak i odpowiedź wyroczni.
- Nie pękaj, Odys - rzekł bóg Dionizos (on to był bowiem) - Mnie ta kretynka gorzej jeszcze uraczyła. Spytałem jej wprost, czy zgodzić się mam na czczenie mnie jako patrona marskości wątroby i wiesz, co odrzekła?
- Co?
- „Potępionym niech będzie po czasy wsze ten, kto w latrynie wojskowej, piechurem będąc, waży się kucać w ostrogach”. Dasz wiarę?
- Bogowi - zawsze! - podlizał się Odys - Faktycznie idiotka!
- Dobrze, że cię spotykam, napiszem do Apolla skargę.

Jak powiedział, tak i zrobili. Przez Hermesa pismo patronowi delfickiej wyroczni posłali. Posłaniec ledwo oderwał Apolla od Muz i tabliczkę dał do przeczytania.
- No, kurka! - wściekł się pięknolicy bóg, z przedziałkiem czesany szatyn z niewielkim wąsem i kiełkującą brodą, przemożnej urody - Bożka Walkmanosa wołaj mi tu, Hermesie!
- Walkmanos do szefa! - ryknął do sieni boski posłaniec, a zawołany w mgnieniu oka stawił się przed Apollina oblicze.
- Słucham, o boski!
- I dobrze, bo łaski, darmozjadzie, żadnej mi nie robisz - rzekł Apollo z niesmakiem spoglądając na pokurcza, albowiem Walkmanos i brzydki był i wzrostu nikczemnego, rozmiaru sporej myszy zaledwie - Mam dość skarg na Pytię o głupie odpowiedzi na zapytania. Zrób z tym coś i to migiem!

Uradowany odpowiedzialnym zadaniem Walkmanos popędził do świątyni. Ochrzanił kapłanki z góry na dół i przykazał mądre odpowiedzi dawać, bo jak nie, to Priapowi je odda na igraszki. Wystraszone kobiety od dnia tego wysilały swe szare komórki odpowiadając na zapytania, lecz z odpowiedziami nadal źle było.
Zapytał bowiem, jednego razu, Tezeusz: „Czy może mi Ariadna, oblubienica moja zrobić na drutach golf przecudny z nici, com ją z labiryntu zakosił?” Odpowiedź dostał ni z oliwki, ni kolendry: „Nikt, kto na kocich łapach skacze, a od mleka koziego stroni, od hemoroidów wolnym nie będzie”.

Strachem nic tu nie zdziałam - Walkmanos sprytny pomyślał i zaobserwował, że z ziemi, spod trójnogu na którym dyżurne Pytie siadają, gaz się sączy, głupotę u nich wywołujący.
- Co tu zrobić? - myślał siedząc na kamyku leżącym na drodze do wyroczni wiodącej. Zdeptałby go Perseusz, co na swym Pegazie kłusował tamtędy.
- Gdzie siedzisz, kurduplu? - żachnął się heros, gdy wierzchowiec jego spłoszon uciekającym bożkiem dęba stanął (a gaj to był przecież oliwny) - Do hadesu ci śpieszno?
- Wybacz, Perseuszu! O! A czemu Pegaz twój pysk dziwaczny dziś taki posiada?
- A bo musiałem maskę mu założyć, by życie swe i zdrowie nienaruszonymi zachować. Zbiesił mi się, skubany, ostatnio, bo co po niebie galopował i poczuł owies z ziemi - pikował ku ziemi i ledwo na siodle się utrzymywałem. A tak, maskę na pysk mu założywszy, podróżuję sobie bezpiecznie. Filtr wonie zatrzymuje i Pegaz spokojny, a i ja satysfakcję mam, bom do historii przeszedł - maskę pe-gaz wynajdując.
- Chwała ci za to, bohaterze, Zeusowy synu (choć z lewego łoża), czy masz taką maskę, zbędną ci, drugą na podorędziu?
- Pewnie, w promocji dam ci ją! Biznes bowiem rozkręcić zamierzam, z samych poborów herosa wyżyć bowiem nie idzie.

Rozradowan Walkmanos z maską p-gaz w dłoniach do Delf popędził i wziął kapłanki do galopu. Zwolnił te ładne, poczwarnej urody tylko w służbie zostawiając. Coraz brzydszym dyżury wyznaczał, by pytających do widoku kobiety w masce słoniowatej przyzwyczaić. W końcu spokojnie mógł posadzić na trójnóg wróżebny Pytię w masce perseuszowego wynalazku i myślał, iż problemy jego zakończone. Przycupnął w rogu świątyni i słuchał:
- Czy mogę bezpiecznie nogi me depilować brzytwą z Okchaimenon? – dowiedzieć się pragnęła z ust wyroczni Jazbellenoi, blondwłosa kapłanka boga Ventosa, niewiedzą dręczona.
- Chwała tym, co portretowe mozaiki na czas dostarczają - odrzekła kapłanka wprawiając Walkmanosa w osłupienie, a i gniew straszliwy zarazem.
- Aleście głupie są wszystkie! - zakrzyknął bożek, wieczorem na odprawie kapłanek - Od jutra podpowiadać wam będę!

Jak umyślił, tak i zrobił. Następnego ranka w fałdach szat Pytii usadowił się i czekał.
- Czy literę Gamma, śpiewać mam, li tylko ryć rylcem? - spytał Pytii sam bóg Ventos zapomniawszy helleńskiej ortografii.
- N... n... nie wiem... - wyszeptała wyrocznia nie chcąc głupot gadać, z lęku przed Walkmanosem, a podpowiedzi jego nie słysząc, gdyż perseuszowa maska na uszy jej opadła.
Wyśmiał ją Ventos szyderczo i na skargę do Apolla pobiegł wiedząc, iż jako robiący u Asklepiosa za zaopatrzeniowca - wysłuchanym w mig będzie. Delf patron jednakże nie zdążył Walkmanosa wezwać na dywanik, gdyż ten przemyślnego wynalazku czym prędzej dokonał. Do puzderka srebrnego malutkiego mianowicie wskoczył, podłączając wcześniej dwie rurki do uszu kapłanki, a końce ich (wraz z sobą) w puszce zatrzaskując. Sam, słuch mając przedni, pytania rozumiał, a dzięki rurkom wiodącym do uszu kapłanki dobrą odpowiedź w porę jej podszepnął.
Niestety i to końcem problemów nie było, gdyż, co to gamma wiedział, alfą jednak, ni omegą nie był i nie znał się na wszystkim. Wziął się więc na sposób i pytający odtąd, nim porady zasięgnąć mogli składali pytanie swe (na glinie wyryte) w świątyni Sekretariatem zwanej, od imienia kuzyna Walkmanosa, niejakiego Sekretareusa. Ten siedział za biurkiem i murem osłaniającym wyrocznię pozostawał, dając czas Walkmanosowi na zastanowienie. Czasu nawet wiele, gdyż Sekretareus, jako morski tryton, wody (konferując z petentami) lał wiele. Często nadto mówił, iż Pytia jest zajęta, na chorobowym lub po prostu wyszła i zaraz wróci, gdyż jest na naradzie u Apollina.

W ten oto sposób, wynaleziono i maskę p-gaz, co do dziś używaną jest z korzyścią dla oczu niektórych, a i sekretariat, rzecz petentowi każdemu codzienną oraz walkmana.

Wrocław (k. Sparty), 17 października 2002
 

wstecz