Mit
o pochodzeniu dresiarzy
(yarre)
Onegdaj żyli sobie na Krecie Kreteńczycy. Nie byłoby w tym zupełnie niczego
dziwnego, gdyby nie fakt, że nie wiedzieli, osły, iż minojskiej twórcami są
kultury. Niedouczeni byli, alboć przez z Knossos władcę niedoinformowani
celowo...
czytaj więcej...
Dehumanizer
(luca) -
Proszę za mną, proszę – Bielecki uśmiechnął się szeroko i gestem
zaprosił zgromadzonych, by pozostawili eksponaty i kontynuowali
wycieczkę. Jacek niechętnie oderwał wzrok od dziwnego metalowego
przyrządu z maleńkimi, poruszającymi się pod wypływem pola
elektromagnetycznego, kulkami. Naukowiec poprowadził grupę w stronę
ogromnych, ciężkich drzwi...
czytaj więcej...
Terapia wstrząsowa
(kankai) Oboje
byli całkiem przeciętni. Tacy niewyróżniający się niczym
szczególnym. Przeciętnej urody, przeciętnej mądrości, przeciętnych
upodobań...
czytaj więcej...
Co to, to nie!
(yarre) Pan
Gutek był chory, lecz nie leżał w łóżeczku. On szedł przez Plac
Wolności. Ba! Szedł, to mało powiedziane - wręcz podążał! Choć
niezbyt wiedział, w jakim kierunku i po co...
czytaj więcej...
Mit o podkowie, preclu z truflami, Lejkoniku i Tatarze z
jajkiem
(yarre)
Było w czasach, kiedy stary przyjaciel króla Aten Tezeusza, książę
tesalski Pejritos zwariował i ożenić się postanowił z Hipotamią,
której imię wywodziło się od zwierzęcia, do którego nader była z
figury podobna...
czytaj więcej...
O tym, jak św. Jerzy
tytułu swego pozbawion został
(luca)
Mknął Jerzy na swym rumaku przez jałowe ziemie północnej Afryki.
Został wyznaczony na posła, który uprosić miał cesarza Dioklecjana,
by ten nie prześladował biednych chrześcijan, lecz w drodze usłyszał
historię o straszliwym smoku...
czytaj
więcej...
Między życiem a snem
(luca)
Sen. To jest to, czego nie można odebrać nikomu ani niczemu, bez
względu czy jest żywe, czy martwe. Nieważne jest też, czy jest to
przedmiot, który nigdy nie był ożywiony, czy też istota żywa, którą
zabrała śmierć. Wszystko, co martwe śpi wiecznie i ma wszystko
gdzieś, a żywe zasypia, by choć na chwilę zapomnieć o Bożym
świecie...
czytaj więcej...
Stokrotki
(yarre)
Odkąd tylko ją
tego nauczyłem, moja siostra podpisywała się wszędzie jak najęta. A to świecówką
na drzwiach od sracza, a to moim cyrklem na kuchennym stole, nawet węglem na
ścianie koło pieca w stołowym...czytaj
więcej...
U
psychologa
(kankai) W powietrzu unosił
się wilgotny zapach odmarzających liści. Nabrzmiałe pąki na drzewach aż
trzeszczały, tak pilno im było wypuścić liście. Znad rzeki chaotycznie podwiewał
niespokojny wiatr. Jego podmuchy tchnęły długo oczekiwanym ciepłem. Niebo co i
rusz wykrzywiało gębę, by plunąć życiodajnym deszczem. Świat budził się do
życia...
czytaj więcej...
Żona
mediewisty
(kankai) Zawsze była
odrobinkę nadwrażliwa i taka trochę „rozlatana”. Jako młoda dziewczyna lubiła
tańczyć, śmiać się, słuchać rocka i pisać wiersze. Błąkała się potem od wydawcy
do wydawcy, od żurnalu do żurnalu, wszędzie odsyłano ją z kwitkiem. Nikt na
całym świecie nie chciał ubierać się w jej wersy, więc związała karteluszki
czerwoną wstążką i schowała na dno szuflady. Nie mogąc wydać swoich wierszy,
wydała się za pisarza...czytaj
więcej...
Dublerka
(kankai) Gdy dopadła mnie
choroba, lekarz orzekł: - angina ropna! Ja tam jednak myślę, że konował raczej –
nie lekarz, stanowczo postawił mylną diagnozę. Słupek rtęci rozgrzewa termometr
do czerwoności! A jak grzeje, gdy organizm walczy z czterdziestką i białko
prawie się ścina! Ciężko opanować konwulsyjne drgawki, fale wstrząsów ogarniają
całe ciało. Zęby szczękają. Ciepło, zimno, gorąco, lodowato..... I tak w kółko.
Jaka to angina? Malaria, nie angina! Potrzebuję cholernej chininy, nie jakiegoś
marnego antybiotyku!czytaj więcej...
Śniadanie na trawie
(yarre) Trudno powiedzieć
co go obudziło, czy chłód poranka, czy coś, co w wyższych sferach nazywają
migreną. Chyba ani jedno, ani drugie. Raczej rozgrzały go i pobudziły do życia
ostre promienie słońca. Nieważne...
czytaj więcej...
Jej tylko
fragment
(yarre) Zaraz po śniadaniu
miałem napisać zaległy list do przyjaciela. Post-przyjaciela raczej. Los, a
dokładniej holenderski kontrakt Andrzeja zerwał więzi, które nas przez długie
lata łączyły. Od dłuższego już czasu pisanie do Nijmegen nie sprawiało mi
przyjemności. Przymus raczej czułem, niż chęć dzielenia się moimi myślami...
czytaj więcej...
Ono
(yarre)
Szedłem.
Szedłem, nie zdając sobie sprawy, że...czytaj
więcej...
Dwie cudne
bajki
(yarre)
Dawno, dawno temu, kiedy kobiety jęczały w samczej niewoli, Czerwony Kapturek
szedł sobie ścieżką przez las. W lewej rączce trzymał koszyczek, a prawą
zanurzył w kieszonce krótkich spodenek. Szedł i szedł i szedł, kopiąc puste
puszki po piwie pozostawione w kniejach przez męskich zapijaczonych szowinistów.
Humor miał doskonały i pogwizdywał sobie, co jakiś czas przestając - wtedy
strzykał śliną przez przepuchę miedzy górnymi jedynkami. Szedł, szedł i szedł.
Nagle...czytaj więcej...
Działo
się to w czasach, kiedy Achajowie w piętkę gonili pod Troi murami.
Achilles już strzelił był kopytami. Nie było pośród żywych już i Patroklosa, bohaterskiego Hektora również szlag trafił. Dziesięć lat trwała już
młócka jałowa, z której Homer li tylko korzyść mógł odnieść, zacierał więc
dłonie na samą myśl o wierszówce, łapczywie się oblizując i mrugając obleśnie ku
nałożnicom przedajnym...
czytaj więcej...
Mit
o nausznikach
(yarre)
A było to w czasach, kiedy, przed wieloma już laty, Achajowie wszyscy powrócili
ze zwycięskiej na Troję wyprawy. Jeden Odyseusz nie wracał, skubany. Boga
Posejdona zemsta go, po morzach i obcych krajach zamieszkanych przez
barbarzyńców i potwory, miotała...
czytaj więcej...
Było to niedługo po szczęśliwym Odyseusza powrocie spod Troi.
Helios, z nudów ziewając i niedotlenienia (wysoko powietrze rzadsze
było, a tlenowej maski jeszcze nie wynaleziono) zasuwał nieboskłonem
do swego pałacu.
Dawno temu, lecz nie wiedzieć dokładnie kiedy, król pewien w Tracji raczył żyć
sobie. Orfeuszem go zwali. Młody był, jako ten pierwszy wiosenny szczypiorek, a
nadobnością Afrodyty bliźniaka męskiego przypominał wszem...
czytaj
więcej...
Szczęście na królewskim Eurydyki i Orfeusza dworze, nie potrwało długo. Apollo
bowiem, zawistny, za wygraną nie dawał. Z Eurydyką rozkoszy w łożu mieć nie
mógł, więc (jako bóg) w pomście na trackim królu jej szukał. Nowe na młodych
zesłał był nieszczęście...
czytaj więcej...