Jarosław Kolasiński
 

Bóg bez trudu odróżnił swoich
 

Mark Gregory Pegg
Najświętsza z wojen. Krucjata przeciwko Albigensom i bój o chrześcijaństwo.

tyt. oryg. A Most Holy War: The Albgensian Crusade and Battle for Christendom
tłum. janusz Szczepański
REBIS, Poznań 2010


Z
nakomite antidotum na enigmatyczny żargon historycznych cegieł, jak i opasłe brednio-tomiska Dana Browna i spółki - o czym autor nieco złośliwie (a ku mojej satysfakcji) informuje zaraz na wstępie. Podkreśla też, że diabeł w krucjatowych szczegółach tkwi tam, gdzie współcześni nakładają własne klisze pojęciowe na mentalność, religię, wydarzenia wieków średnich. Gdzie samemu mając z Rzymem na pieńku, niejako „stają po stronie” zbawianych mieczem, w nadziei, że gdyby ich nie wyrżnięto, Rzym byłby dziś czym innym (to być może prawda) - w domyśle - lepszym (wcale niekoniecznie). Dla australijskiego historyka błąd to kardynalny: bezwiednie przyznaje się bowiem rację inkwizytorom tępiącym u kresu krucjat resztki „opętanych”, a posługujących się przy tym zarzutem utworzenia odrębnego kościoła stojącego w opozycji do oficjalnego.

Pegg snuje narrację bazując na archiwaliach z epoki, celem zaś nadania jej płynności, posiłkuje się Canso de la crosada śpiewaną przez trubadurów. „Swoista poetyka swoistych źródeł” nie zmienia faktu, iż relacja z wypraw jest wstrząsająca. Czytelnik z XXI wieku pocący się z wrażenia podczas lektury opisu wydarzeń sprzed ośmiu wieków? Trudno „Najświętszą wojnę” odbierać inaczej. Choćby suchy (na szczęście) opis inicjującej krucjaty rzezi Bézieres (wielekroć potem powielanej) musi budzić przerażenie. Czytelnicze odczucia pozostają tu w niejakiej sprzeczności z intencjami autora, który nie pisał tylko po to, by pokazać okrucieństwo, zrelacjonować mordy. Jego celem było - udowodnić, że krucjaty przeciw albigensom (poprzez usankcjonowanie ludobójstwa) odmieniły dzieje Europy, ale też wyjaśnić, jak to było możliwe, dlaczego tak, a nie inaczej. Stąd właśnie nazwanie Innocentego III „największym (w dobry i złym) z papieży średniowiecza”, stąd tłumaczenie (zgodne z faktami), iż dla krzyżowca „akt przemocy wobec heretyka był dań w istocie aktem miłosierdzia, uwalniającym grzesznika od grzechu”.

Jakoś jednak Innocenty jawi się jednak na koniec lektury jako prekursor ludobójstwa (to w zgodzie z Peggiem) i mniej istotne stają się intencje krzyżowca, a ważniejsza tragedia uwalnianego od grzechu tnącym gardło mieczem. Trudno też zdobyć się na zrozumienie Arnauda Amaury, autora hasła: „Zabijajcie wszystkich, Bóg odróżni swoich”. Tak też się zresztą stało - Bóg ich odróżnił precyzyjnie. „Najświętsza wojna” jest znakomitą lekturą, ale raczej dla czytelników albo o silnych nerwach - czy autor tego chciał, czy nie. Nie wiem też, czy Pegg polecałby lekturę swojej książkę jednocześnie z
„Krucjatami północnymi” Christiansena - ja tak. Polecam. Nie da się bowiem rozumieć średniowiecznego chrześcijaństwa, bez dotarcia do istoty krucjat. To zaś nie jest możliwe, bez znajomości specyfiki wypraw odbywających się nie przeciw wyznawcom islamu, lecz „swoim”. A przez samo to - jeszcze gorszym wrogom wiary. Jeśli korzenie europejskiej cywilizacji są chrześcijańskie, są też krucjatowe. Jeśli tak, to co powiedzieć o fundamencie również i z ludobójstwa?

 

wstecz