|
|
Jarosław
Kolasiński
Skromne arcybogactwo
Ryszard Kapuściński
Ze świata
redakcja: Artur Wiśniewski, Katarzyna
Ziębowicz-Tobolewska
wstęp: John Updike
przekład wstępu: Magdalena Zielińska
Znak
Kraków 2008
Album Ze świata Ryszarda Kapuścińskiego nie jest suplementem jego
literackiej twórczości, lecz kiedy ogląda się zawarte w nim
fotografie - stanowi jej integralną część. Część bardzo ważną.
Reporter uważając fotografię za wizualną pamięć świata, wykonał
zdjęć wiele tysięcy, lecz spora ich część nie przetrwała niestety
próby czasu - albo zaginęły w archiwach wydawnictw, albo też po
prostu rolki je zawierające zaginęły podczas reporterskich podróży
Mistrza, które przecież do wesołych spacerów do parku nie należały.
Z tych samych przyczyn puryści mogą mieć częstokroć zastrzeżenia do
jakości technicznej niektórych prezentowanych w albumie fotografii.
Ile jednak w owych obiekcjach jest sensu? Nic. Nic wobec treści
fotografii, a ta intryguje i zmusza do refleksji.
Ryszard Kapuściński, reporter pracujący piórem umiał słuchać tak, że
u spotykanych na swej reporterskiej drodze ludzi wzbudzał pełne
zaufanie. Nie inaczej Kapuściński reporter-fotograf: bohaterowie
jego zdjęć nie tyle pozują, co ufnie spoglądają w obiektyw aparatu
przezeń trzymanego. Bez względu na to, czy „mają szczęście być
szczęśliwi” (w odwiedzanych przez reportera rejonach globu - nie
mogło to być częste), czy też inne miotają nimi uczucia. Album
Ryszarda Kapuścińskiego pozwala nam obcować nie z ludzkim wyglądem,
z ich fizycznością rozumianą wprost, lecz z uczuciami targającymi
fotografowanymi postaciami. Zastanawiające, biorąc pod uwagę fakt,
że Reporter nie uwieczniał brylujących na salonach światowego
szczęścia, że większość sfotografowanych postaci się uśmiecha. W
wiosczynie na obrzeżach dżungli, w kurzu slumsowej ulicy, samotnie,
pośród pulsującego namiętnością demonstrującego tłumu...
Czy uśmiech jest szeroki, czy to tylko ledwo dostrzegalny grymas
będący jego namiastką - uderza szczerość bijąca też ze spojrzeń.
Szczerość jaką fotografowi nie płaci się za perkal i paciorki, lecz
za uczciwe zainteresowanie fotografowanym, jego losem. Z każdej
stronicy albumu Ze świata tchnie ta właśnie prawda, jakże potrzebna
w dobie wszechobecnego wrzaskliwo-kolorowego knebla zakładanego nam
hordami fotek powielanymi w prasie i Internecie na wszelki możliwe
sposoby. Tu mamy jednak do czynienia z fotografią, a nie plastikową
gumą dożucia dla oczu. Autor albumu nie zmusza nas do pośpiesznego
fast foodowego obżarstwa, lecz zaprasza na skromną wprawdzie w
formie, lecz arcybogatą w smaki ucztę. Nie ma w tej kwestii żadnego
zaskoczenia: poważnie i uczciwie traktując odbiorcę, przemawiał do
nas Ryszard Kapuściński za pomocą pióra, nie inaczej czyni,
posługując się fotograficznym aparatem.

|
|