|
|
Jarosław Kolasiński
Kurs armii rzymskiej dla młodszych i niezaawansowanych
Nigel Rodgers, kons. Hazel Dodge
Rzymska armia. Legiony, wojny, kampanie
tyt. oryg.: Roman Army
tłum. Jakub Jedliński
Bellona, Warszawa 2009
Przebogato ilustrowana "Rzymska armia" (wolałbym szyk bardziej
„konwencjonalny”: Armia rzymska) wydana przez Bellonę na pierwszy rzut
oka bardziej przypomina album przeznaczony dla młodzieży doby
„cywilizacji obrazkowej”, niż tak zwaną poważną pracę historyczną. Warto
jednak zapomnieć o kuriozalnym przyzwyczajeniu polskich autorów do
ilustrowania książek tylko odblaskowo-cenową metką na ostatniej stronie
okładki i sięgnąć po książkę Nigela Rodgersa. Co ważne: kolorem i
różnorodnością ilustracji (od fotografii rzymskich ruin, przez
reprodukcje dzieł sztuki, po zdjęcia ze współczesnych rekonstrukcji
bitew oraz ich mapy) nie zasłania się w książce, jak to często bywa,
merytorycznej mizerii tekstu.
Narracja książki Rodgersa jest spójna, logiczna, choć styl bywa
momentami nadmiernie oschły i nazbyt - w stosunku do tematu - pozbawiony
czegoś, co bohaterowie Rzymianie cenili sobie szczególnie: anegdoty i
bon motu, co nie zmienia faktu, że w warstwie faktograficznej książka
broni się całkiem nieźle. Jednym słowem: część zasadnicza „Rzymu w
potrawce” jest smakowita, ale sos nieco nijaki. Autor niesłusznie
poskąpił przypraw, przez co potrawa zyskała na walorach dietetycznych,
tracąc na smakowych.
Wychodząc zapewne z założenia, że wojna to zbyt poważna sprawa, by ją
pozostawiać wojskowym, Rodgers na początku narracji o jednej z
najgroźniejszych armii w dziejach wojskowości rozpoczyna od historii
bardziej politycznej niż militarnej. W interesujący sposób sytuuje armię
rzymską (w jej ewolucji) w państwie rzymskim. Ukazuje nierozerwalny
związek struktury i organizacji wojska (a co za tym idzie: taktyki) z
systemem państwowym najpierw republiki, potem pryncypatu i wreszcie
późnego cesarstwa. Przyglądając się „niepokonanym” legionom, autor nie
poprzestaje na analizie bitew i kampanii (choć tego nie skąpi), wiele
uwagi poświęca analizie stosunków panujących wewnątrz armii, wzajemnych
relacji między siłami zbrojnymi a władzami Rzymu i jego ludem.
Wyjaśniając przyczyny niespotykanej w dziejach dominacji militarnej
Imperium w starożytnym świecie, nie żałuje Rodgers miejsca dla pochwał
rzymskiej techniki i inżynierii wojskowej. Jeśli do wytoczonej tu beczki
miodu koniecznie trzeba dodać łyżkę dziegciu, to przydałoby się
zamieścić w książce nieco więcej wiadomości o przeciwnikach, jako że to
nie tylko polityczno-militarna machina Rzymu przez wieki była tak mocna
i skuteczna, lecz jednocześnie jej wrogowie okazywali się zbyt słabi jak
na wymogi sytuacji, choć sporadycznie mocno dawali się miastu nad Tybrem
we znaki.
Jak każe niesłuszna tradycja wydawnictw „rzymskich”, czasom późnego
cesarstwa poświęcił autor stanowczo (jak na mój gust) zbyt mało miejsca,
Nie może to jednak obniżać pozytywnej oceny książki - Nigel Rodgers
wykonał dobrą pracę. Nie da się tego samego powiedzieć o korektorze z
Bellony. Mimo jego usilnych starań nie dam sobie bowiem wmówić, że w
czasach antycznych Bosfor dzielił Półwysep Kerczeński od Tamańskiego,
jak każe wierzyć jedna z mapek (z Bosforami jest problem, więc warto
młodzieży w głowach rozjaśnić, a nie zabełtać). Na tej samej zasadzie
nie zgodzam się na „tłumienie Teutonów”, upierając się przy konieczności
tłumienia ich buntów. Pragnę jednocześnie zawetować określanie
niepowodzeń Waleriana I (260 r.) „katastroficzną klęską”, jako że
podówczas „Płonących wieżowców” jeszcze nie budowano - jest to zatem
gafa korektorska i to nie katastroficzna, lecz katastrofalna. W imieniu
Towarzystwa Przyjaciół Deklinacji kwestionuję również taki oto podpis
fotografii: „Wieczorny widok na Timgadze”. Tak się składa, że miasto, o
którym mowa, po polsku mieni się Timgad, odmieniane być zatem powinno
identycznie jak Belgrad, a nie „z gruzińska”. Być może dla kogoś są to
imponderabilia, lecz moim skromnym zdaniem podobnych „kwiatków” w swoich
książkach tak szacowne wydawnictwo jak Bellona sadzić nie powinno. Tym
bardziej na kartach „Rzymskiej armii” Nigela Rodgersa, książki
wartościowej i solidnej, stanowiącej znakomitą zachętę dla czytelnika,
by po jej lekturze sięgnął po poważniejszego kalibru dzieła traktujące o
rzymskiej wojskowości.

|
|