|
|
Jarosław Kolasiński
Turban
zamiast tiary
Judith Herrin
Bizancjum. Niezwykłe dziedzictwo średniowiecznego imperium.
tyt.oryg.:Byzantium: The Surprising Life of a Medieval Empire
tłum. : Norbert Radomski
REBIS
Poznań 2009
Poważna cegła historyczna napisana dla „człowieka z ulicy”? Pośród
dzieł historyków polskich „zwierzę” to występujące nie częściej niż
pięcionoga żyrafa odrzutowa w Afryce. Pisać o zamierzchłych czasach
nie dla kolegów po fachu, nie dla studentów historii, lecz dla -
excusez le mot - mas? I jeszcze chwalić się we wstępie, że
pomysł na książkę podsunęli profani remontujący gmach uniwersytetu?
Judith Herrin podobnych wątpliwości nie miała i tak powstało
"Bizancjum. Niezwykłe dziedzictwo średniowiecznego imperium"
traktujące o tysiącletnich dziejach tej „połówki” Imperium Romanum,
która ocalała z historycznego kataklizmu, jaki jej zachodniego
bliźniaka zmiótł z powierzchni ziemi. Herrin w interesujący i
przekonujący sposób zastanawia się, na ile Bizancjum było prostą
kontynuacją Cesarstwa Rzymskiego, na ile zaś tworem absolutnie
oryginalnym. Autorka „traktuje” problematykę nie chronologicznie, co
„problemowo”. Ułatwia to czytelnikowi ogarnięcie wcale nie prostej
problematyki, z drugiej jednak strony pojawiają się pewne problemy z
umiejscowieniem przedstawionych zdarzeń na osi czasu.
Niejasności natomiast nie ma, kiedy J. Herrin uzmysławia
czytelnikowi wielkość wkładu Bizancjum (a przy okazji i Arabów) w
przetrwanie do naszych czasów spadku po kulturze antycznych Grecji i
Rzymu. Podobnie jest, gdy pokazuje jak dalece ów antyk przenikał
życie ówczesnych wschodnich chrześcijan.
Pewnym minusem Bizancjum jest niezbyt wyraźny w nim wizerunek tzw.
zwykłego Bizantyjczyka (a przecież dla czytelnika, dla którego
książkę napisano, zwykle jest to bardzo interesujące). Nie sposób na
podstawie pracy J. Herrin odpowiedzieć sobie na pytane, czym się na
co dzień od rzymianina „łacińskiego” różnił, w czym był podobny, w
czym identyczny. Może dlatego, że amerykańska autorka świadomie i
celowo zrezygnowała z anegdoty? Niepotrzebnie. Niesłusznie też nie
skorzystała z doświadczeń francuskich twórców bestsellerowej
historii życia prywatnego - po przeczytaniu 450 stronic
"Bizancjum..." nadal nie wiem, jak się Bizantyjczycy ubierali,
jak się strzygli, co jedli. Na szczęście już wreszcie jestem w
stanie zrozumieć, w co dokładnie wierzyli - korzenie prawosławia
autorka zanalizowała wręcz błyskotliwie.
Niestety, nie da się tego samego powiedzieć, gdy pisze o
bizantyjskim sposobie na państwowe przetrwanie, a szkoda, gdyż jeśli
ktokolwiek i kiedykolwiek był przedmurzem chrześcijaństwa, to
właśnie Bizancjum. Cesarstwo walczące najpierw z Persją, potem z
islamem arabskim, następnie z Turkami - musiało mieć na to wcale
niezłą militarną receptę, skoro opierało się 1000 lat. Niestety
Herrin poprzestaje na tym, co zawierają nawet kolorowe książeczki
dla dzieci, w których mowa o dyplomacji, ogniu greckim i
słowiańskich oraz skandynawskich gwardzistach. Fakt - podaje autorka
sporo wiadomości o systemie mobilizacyjnym i finansowaniu sił
zbrojnych, ale o ile słysząc o legionach rzymskich momentalnie ma
się przed oczami (nie do końca słusznie) osiłka w kasku z
„miotełką”, zbrojnego w prostokątną tarczę i krótki miecz, to
niestety po lekturze Bizancjum nie widzi się żadnej konkretnej
postaci. Skoro mamy do czynienia z książką „dla mas”, to
niewątpliwie jest to porażka. Sukces natomiast wieńczy niełatwe
dzieło wyjaśnienia sporów religijnych, jakże charakterystycznych dla
Bizancjum, jak choćby wówczas, gdy autorka zajmuje się ikonoklazmem.
Nie inaczej jest, gdy wyjaśnia różnice (oraz ich proweniencję)
między kościołami wschodnim a zachodnim.
Najciekawsze partie książki (chwilami wręcz przejmujące), to moim
zdaniem relacje o polityczno-żebraczej podróży cesarza Manuela II
kołatającego u łacińskich braci o pomoc, błagającego o wsparcie już
nie dla utrzymania swej potęgi, lecz dla zwykłego przetrwania.
Reakcja brata-papieża stanowi doskonałą ilustrację „pocałunku z
niedźwiedziem”, ale też i stereotypu „chytrego Greka z Bizancjum”:
podstępnego, zdradliwego, dwulicowego cynika żerującego na słabości
innych (w świadomości zachodniej atrybuty to Bizantyjczyka). W tym
wszakże przypadku „Grekiem” okazał łacinnik. Zresztą nie tylko w
tym: jak słusznie Judith Herrin zauważa: Bizantyjczycy wcale nie
mieli w średniowieczu wyłączności ani na dwulicowość, ani na
hipokryzję i bogactwo. Od siebie dodam tylko, że monopol na
biurokrację, to jednak posiadali (w dużej mierze odziedziczony po
Cesarstwie „właściwym”), tyle tylko, że brak tego grzechu na
zachodzie wynikał tylko i wyłącznie z tego, że tamtejsze machiny
państwowe były (w porównaniu) nader prymitywne.
Zachodowi obrywa się od Herrin zresztą częściej. Autorka stawia
bowiem tezę, że Bizancjum przetrwałoby o kilka wieków dłużej, gdyby
nie krucjata roku 1204, w wyniku której bogobojni łacińscy goście
złupili Konstantynopol i w samym sercu chrześcijańskiego cesarstwa
założyli swoje własne, a gwałty i grabieże nie ustępowały tureckim
250 lat później (czy też Sacco di Roma). Wg Herrin właśnie
krzyżowcy wbili przedostatni gwóźdź do trumny imperium. Nie może
zatem dziwić, iż papieska obsesyjna chrapka na pełne
podporządkowanie sobie umierającego już Bizancjum Rzymowi, musiała
zaowocować dramatycznym oświadczeniem konającego: „prędzej turecki
turban, niż tiara papieska”.
Choć wiele jest w naszym słowniku pejoratywnych określeń rodem ze
średniowieczno-zachodnioeuropejskiej niechęci - to mamy wobec
Bizancjum dług ogromny i niespłacalny - twierdzi Heroin - wieki
zmagań Bizantyjczyków z islamem dały bowiem Europie czas na
konieczne okrzepnięcie. Długów podobnych byłoby więcej, ale jak się
przekonałem (zerkając przez szybę do MacDonaldsa): widelec wcale nie
jest już niezbędnym bizantyjskim wynalazkiem, jak jeszcze niedawno
nam się wydawało. No, ale jak tłustymi paluchami przewracać kartki
tak ciekawej książki, jak tu recenzowana? A Bizancjum warte jest
lektury i polecam je również fanom M. Waltariego („Czarny Anioł”)
na odtrutkę, jako że bizantyjska rzeczywistość w relacji Judith
Herrin nie wywołuje u czytelnika ciągot samobójczych.
UWAGA!

Możesz wspomóc recenzenta! Jeśli posiadasz konto w Merlinie, a
zamieszczoną tu recenzję uznajesz za przydatną,
oceń jej skróconą wersję
zamieszczoną na stronie księgarni. Jako niespełniony Indianin bardzo
pożądam piórek;)) Mogą być merlinowsko-recenzenckie.

|
|