|
|
Jarosław Kolasiński
Anita Ekberg w gumowcach
Tullio Kezich
Federico Fellini. Księga filmów.
tyt. oryg.: Federico Fellini. Il libro dei film.
tłum. Agnieszka Gołębiowska
Rebis , Listopad 2009
Kinomainakiem stałem się właśnie za przyczyną mistrza Felliniego i
jedyne, czego w związku z tym żałuję, to tego tylko, że już nigdy
„Rzymu” nie zobaczę po raz pierwszy. To samo mogę powiedzieć o
pozostałych dziełach i arcydziełach włoskiego mistrza kina, choć
niektóre z nich („Próba orkiestry”!) tak konsekwentnie są
przez dystrybutorów i telewizje ignorowane, że już je prawie
zapomniałem. Prawie, nie całkiem. Książka Kezicha, odświeżająca
pamięć o nich, to licząca ponad trzy setki stron uczta. I to nie
tylko dla fanatycznych wyznawców Wielkiego Federica, ale też dla
słyszących o nim „coś niecoś, gdzieś kiedyś”, dla znających jeden
czy dwa jego filmy. Niech po nią sięgną i nieszczęśni laicy, a są
tacy - znanemu mi młodemu offowemu twórcy tytuł „La strada”
nic zgoła nie mówi.
Sprezentowana kinomanom przez Rebis pozycja nie jest encyklopedią
fellinistyczną, choć nazwanie tej książki znakomitym kompendium
wiedzy o Maestrze nie będzie nadużyciem. Znakomite pióro Kezicha,
fakt, że był świadkiem wielu z opisywanych wydarzeń powoduje, iż
poznajemy nie tylko samą twórczość reżysera, ale przede wszystkim
powikłany świat jego wyobraźni. Kto widział „Amarcord” czy
„Satyrikon”, ten wie, jak niełatwe jest owego świata opisanie
słowem - a jednak udało się znakomicie! Każdy rozdział (poświęcony
kolejnemu filmowi) otwierają słowa samego Felliniego. Czasem jest to
refleksja tycząca losów dzieła, innym razem wyjaśnienie, skąd pomysł
na film, kiedy indziej zaprzeczenie którejś z obiegowych opinii o
dziele. Wsparty słowami Mistrza, przechodzi następnie autor do
wyjaśnienia, jak rodził się scenariusz, co działo się na filmowym
planie i jego okolicach. Zaraz potem pojawiają się obszerne
streszczenia fabuł i wreszcie historia „życia” gotowych już filmów
zarabiających (lub nie) krocie, nagradzanych (lub nie) na
festiwalach, hołubionych (lub wręcz przeciwnie) przez krytykę, na
której niejednokrotnie sobie Kezich „używa”. Ogromnym walorem
książki jest przebogaty materiał ikonograficzny: prawie tysiąc
(sic!) fotosów, fotografii i plakatów (z epoki, kiedy bywały
dziełami sztuki a nie kolażami krwistoczerwonych napisów na tle
„czterech gąb z dwoma półcyckami na krzyż”).
Gratkę dla czytelnika stanowią licznie reprodukowane szkice i
rysunki samego Mistrza, z których te ukazujące filmowe wcielenia
jego żony - Massiny są po prostu wzruszające. Natomiast „odkuchenna”
wersja kultowej kąpieli Anity Ekberg w fontannie (słynna seksbomba
miała pod suknią wędkarskie gumiaki!) - to już swoista sensacja.
Podobnych (ale i bardziej ważkich) niespodzianek kryje książka
Kezicha dużo więcej. Czego brakuje? Jeśli się bardzo uprzeć, to
można ewentualnie wytknąć (a i to żartem tylko), że z książki nie
płynie muzyka, za pomocą której Nino Rota współtworzył magiczny
świat filmów Felliniego w czasach, kiedy określenie Wielki Śmieciarz
mogło być komplementem, a termin „magia kina” oznaczał coś więcej,
niż komputerowe mnożenie efektów specjalnych.
UWAGA!

Możesz wspomóc recenzenta! Jeśli posiadasz konto w Merlinie, a
zamieszczoną tu recenzję uznajesz za przydatną,
oceń jej skróconą wersję
zamieszczoną na stronie księgarni. Jako niespełniony Indianin bardzo
pożądam piórek;)) Mogą być merlinowsko-recenzenckie.

|
|