Jarosław Kolasiński
 

Płyta najwyższej jakości
 

Stanisław M. Jankowski
Karski. Raporty tajnego emisariusza

REBIS
Poznań 2009


Prof. Jan Karski należy do niezbyt licznego grona polskich świeckich „świętych”, co za tym niestety idzie - niewiele się o nim wie poza paroma encyklopedyczno-banalnymi zdaniami, zawierającym częstokroć więcej przeinaczeń niż znaków interpunkcyjnych. Tymczasem jest to człowiek, o którym wiedza jest niezbędna dla znajomości polskiego podziemia, polskiej krajowej emigracyjnej polityki doby II wojny światowej. Lukę w owej wiedzy książka Stanisława M. Jankowskiego wypełnia w stopniu co najmniej zadowalającym. Ukazany w niej Jan Karski (a właśc. Kozielewski) został w pełnej krasie swych dokonań, zyskując jednocześnie – kolokwialnie nieco rzecz ujmując - „ludzką twarz”.

Na drugowojenne polityczne polskie salony wkroczył ówczesny młody porucznik WP w dużej mierze przypadkiem. Absolutnie natomiast nieprzypadkowo stał się powiernikiem wielu politycznych tajemnic, które pełniąc rolę „płyty gramofonowej” (jak sam rzecz definiował) skrupulatnie przekazywał. Pokładanego w nim zaufania nigdy nie zawiódł, choć wielu miewało doń pretensje, iż jest tubą ich politycznych przeciwników, co w rzeczywistości nie miało miejsca. Skala trudności zadań, jakie los przed Karskim postawił dopiero wówczas staje się w pełni pojmowalna, kiedy z kart książki St. M. Jankowskiego czytelnik poznaje treści oraz postaci nadawców oraz adresatów przekazywanych przez Karskiego przesłań i raportów:

Wystarczy wspomnieć, że ta sama wyprawa emisariusza stanowiła de facto pas transmisyjny pomiędzy krajowym PPS, a „skrzydłem” emigracyjnym, łączyła endeków z okupowanego kraju z ich ekspozyturami na Zachodzie, stanowiła element bezpośredniej łączności krajowych zwolenników Sikorskiego z samym generałem, ale także piłsudczyków tkwiących w londyńskim niebycie z ich ideowymi braćmi w Polsce. Prawie jednocześnie musiał emisariusz przekazywać politykom jednej opcji, że druga (z nią spotkanie nazajutrz) niegodna jest zaufania, a niedługo potem w innym miejscu wypowiadać słowa o znaczeniu wręcz przeciwnym. By wobec takich wyzwań nie skrewić, okazać się godnym zaufania wrogich sobie politycznych frakcji należało być człowiekiem kryształowej uczciwości, a także (może nawet przede wszystkim) państwowcem. Oba te warunki Jan Karski spełniał, posiadał też (w tamtych warunkach niezbędną) niewiarygodną pamięć oraz szczególne predyspozycje pozwalające mu (np. podczas pobytów w USA) mieć lepsze efekty w swej pracy niż ambasada.

Już same losy emisariusza (w tym i historia odbicia go z rąk gestapo) intrygują czytelnika, a co dopiero powiedzieć, o niezwykle zręcznie (i krytycznie) podawanej (za Karskim) przez autora wiedzy o aktorach wojennej polskiej sceny politycznej. Nie jest to obraz szczególnie budujący, nawet jeśli pamiętać, że sytuacja była wówczas - delikatnie mówiąc – szczególna: sprzyjała zaostrzaniu się typowej dla polskiego „piekiełka”, walki wszystkich ze wszystkimi. Obraz niezwykle daleko posuniętej podejrzliwości, braku zaufania, wszechogarniającej manii tajemnicy (nie przed Niemcami, ale polityczną konkurencją) ukazywany w pracy St. M. Jankowskiego – jest zatrważający. W dobie obecnej polityki historycznej książka o Janie Karskim upowszechnia wiedzę mało wygodną i niezbyt poprawiającą samopoczucie, lecz prawdziwą. Nie inaczej jest w tych partiach książki, gdzie mowa o faktycznym desinteresement możnych zachodniego świata wobec przekazywanych przez Karskiego żądań ginących Żydów. Wprawdzie istota sugerowanych kroków odwetowych może budzić poważne wątpliwości, czy mogły odnieść jakikolwiek skutek, to nie mniej zastanawia brak jakiegokolwiek realnego odzewu, a jeszcze bardziej powojenna „gra w głuchy telefon” poprzez udawanie rzekomej całowojennej niewiedzy o holocauście.

Ostatni rozdział książki Jankowskiego relacjonuje osobiste kontakty autora z prof. Karskim, a także renesans sławy emisariusza, choć mocno stonowany w jego kraju rodzinnym, gdzie bez większego entuzjazmu przyjmowano to, co miał do powiedzenia o współczesności. Jak się radować z następującej diagnozy profesora: „Polacy […] wiedzą najlepiej, są wzorem, a inni powinni ich naśladować, podziwiać, komplementować. Lubią przedstawiać się jako duże mocarstwo, zdolne do samodzielnego prowadzenia polityki zagranicznej”. Podobnie ostrych sądów profesora znaleźć można w rozdziale ostatnim książki Jankowskiego wiele. Można się z nimi zgadzać lub nie, ale udawanie, że nie ma w nich ni ziarnka prawdy lub że po prostu nie istnieją trąci intelektualnym tchórzostwem lub lenistwem. Rzecz do dyskusji, co gorsze.

W książce St. M. Jankowskiego schodzi Jan Karski z cokołu, daje się (już na ostatnich kartach) poznać jako osoba, której pamięć już porażająco fotograficzna nie jest, jako człowiek o specyficznym, acz niemałym poczuciu humoru i zdolności do autoironii. Ukazany przez Jankowskiego „Karski z ludzką twarzą” wcale nie jest mniej intrygujący od bohatera, jakim był podczas wojny. Zresztą - cech zaprezentowanych pod koniec książki nie nabył przecież u schyłku życia, ale musiał się nimi charakteryzować już wcześniej. I być może to właśnie tłumaczy, dlaczego zdołał być tym, kim był.

UWAGA!


Możesz wspomóc recenzenta! Jeśli posiadasz konto w Merlinie, a zamieszczoną tu recenzję uznajesz za przydatną, oceń jej skróconą wersję zamieszczoną na stronie księgarni. Jako niespełniony Indianin bardzo pożądam piórek;)) Mogą być merlinowsko-recenzenckie.

 

wstecz