|
|
Jarosław Kolasiński
Jadą,
goście, jadą
Eric Christiansen
Krucjaty północne.
tyt. oryg. The Nothern Crusades.
Tłum. Janusz Szczepański
REBIS
Poznań 2009
Najtrwalszym skutkiem krucjat, o których pisze E. Christiansen,
okazała się niemiecka obecność nad Bałtykiem od Lubeki przez Rugię
po Szczecin. Prąc dalej na wschód, stworzyli Niemcy państwo Zakonu
Krzyżackiego, (protoplastę Prus) usiłujące złączyć swe włości z
posiadłościami Kawalerów Mieczowych, których „spadkobiercami” są
dzisiejsze Łotwa i Estonia. Również losy Finlandii ściśle są
powiązane z północnymi krucjatami - w ich wyniku po władzę nad nią
sięgnęli Szwedzi. Niewiele zabrakło, by z map średniowiecznej Europy
zniknęła wówczas Litwa. A niewykluczone też, że bez krucjatowego
zagrożenia chrzest przyjęłaby w obrządku wschodnim i nie związałaby
się z Polską.
E. Christiansen, rozważając problematykę krucjat północnych od
strony politycznej i militarnej, nie zapomina o koniecznej analizie
procesów kulturowych, jakie w wyniku wypraw krzyżowych zachodziły w
obrębie budowanych przez krzyżowców organizmów państwowych.
Christiansenowska wizja krucjat nie sprowadza się do standardowego
opisu okrucieństw w imię Boga, nie skłania się też do wątpliwej
wartości wizji kaganka oświaty i cywilizacji niesionego w
nieprzebyte knieje pośród dzikusów. Ruch krucjatowy ukazuje
duńsko-brytyjski historyk w całym jego skomplikowaniu i zanurzeniu w
ówczesne spory i przemiany religijne. Autor przeciwstawia się też
poglądowi, iż religijność krucjat była zaledwie porozumiewawczym
mrugnięciem do wtajemniczonych, podczas gdy w istocie chodziło o
zyski. Christiansen udowadnia, że organizatorzy krucjat (książęta
sascy, monarchowie skandynawscy) wcale nie potrzebowali religijnych
usprawiedliwień, by ogniem i mieczem wkraczać na ziemie Połabian,
Prusów, Łotyszy, Estów i Finów.
Wg Christiansena „ewangelizowano” zupełnie serio, nie widząc nic
niestosownego we wstępnym wyżynaniu potencjalnych „nowych owieczek
Pana”, jakkolwiek makabrycznie by to z naszego punktu widzenia
brzmiało. Motywację religijną uważa autor za zasadniczą, gdyby było
inaczej - twierdzi - ochotnicy z zachodnich krańców Europy (de facto
dopłacający do interesu) nie zjawialiby się tak tłumnie, jak to
miało miejsce, a idea krucjat północnych u samego zarania zmarłaby
śmiercią naturalną. Tymczasem ruch ten trwał ponad 500 lat, w
ścisłym powiązaniu z „wielką cysterską rewolucją religijną”.
Wszystko to - w ówczesnym pojęciu - nie kłóciło się ni z mieczem, ni
skrzynią na złoto, choć wcale nie było tak, że nie odzywały się w
katolickiej Europie głosy innej zgoła zupełnie treści.
Książka, mimo „ciężkiego kalibru” tematu, nie nokautuje czytelnika
fachową nowomową. Napisana jest w „stylu brytyjskim”, który lekkość
pióra łączy z profesjonalizmem wykładu. Wartością dodatkową jest tu
autorski punkt widzenia, odmienny od tego, do którego przyzwyczaja
się polski czytelnik od pierwszych lekcji historii. Można się z nim
nie zgadzać, ale poznać warto.
UWAGA!

Możesz wspomóc recenzenta! Jeśli posiadasz konto w Merlinie, a
zamieszczoną tu recenzję uznajesz za przydatną,
oceń jej skróconą wersję
zamieszczoną na stronie księgarni. Jako niespełniony Indianin bardzo
pożądam piórek;)) Mogą być merlinowsko-recenzenckie.

|
|