|
|
Jarosław Kolasiński
Noc w szkatułce
Erich Maria Remarque
Rzecz
o zapomnianym gatunku Niemca doby II wojny (i jej preludium). Niemca
również wypędzonego, ale mniej jakoś trendy. Obaj główni bohaterowie
znakomitej powieści Remarque'a salwować się musieli ucieczką z ojczyzny
tętniącej „szczególnego rodzaju patriotyzmem”. Nikt chyba tak wiele i
tak dobrze (w rozumieniu - uczciwie) o takich wypędzonych
nie pisał, jak Remarque - jeden z głównych literackich wrogów III
Rzeszy. Ciekawe - mocno dziś to autor zapomniany.
„Noc w
Lizbonie” to najprostszy z możliwych tytułów możliwych dla szkatułkowej
powieści, której akcja - w narracji głównej - toczy się w lizbońskich
knajpach od zmierzchu do świtu. W 1942 r. stolica Portugalii, a ściślej
port z odpływającymi do Ameryki statkami jest „stacją przesiadkową” w
anabasis, do której hitleryzm zmusił tysiące obywateli III Rzeszy,
którzy uciekli tam przed zalewającym Europę nazistowskim potopem. Tłum
(niektórzy są Żydami, ale nie wszyscy) miota się rozpaczliwie w
„dżungli odrzuconych wniosków wizowych, nieosiągalnych pozwoleń na pracę
i pobyt, obozów internowania, biurokracji” rzucony „na pastwę
samotności, obczyzny i powszechnej obojętności na los pojedynczego
człowieka, nieodłącznego następstwa wojny strachu i nędzy”. Remarque
dokumentuje tu los rodaków w czasach, gdy „człowiek był nikim, ważny
paszport - wszystkim”.
Takim
właśnie „nikim” jest główny narrator wraz ze swą żoną. Usiłują zdobyć
nieosiągalne bilety na statek, ponoć ostatni, którym jeszcze można
uciec. Napotkany na nabrzeżu rodak, również emigrant polityczny, składa
mu niespodziewaną propozycję - jeśli spędzi najbliższą noc na słuchaniu
jego opowieści, stanie się nieprzytomnym ze szczęścia posiadaczem
biletów, a także paszportów wraz z wizami. Wystarczy go wysłuchać.
Jemu
to wszystko już nie jest potrzebne. Mimo iż w dramatyczną walkę o
przepustki do wolności włożył tak wiele wysiłku, rezygnuje z nich, chcąc
tylko poprzez opowieść nieznajomemu (ale bliskiemu poprzez identyczny
status i udręki) wypracować sobie - by móc dalej żyć - dystans do losu,
który mu przypadł w udziale, pragnie zrozumieć reakcje własne, swoich
bliskich, pragnie – na ile to możliwe - nauczyć się żyć ze
wspomnieniami, dramatycznymi przeżyciami - wyobraża sobie, że pomoże mu
w tym przekazanie swojej relacji słuchaczowi życzliwemu lecz obcemu,
niezaangażowanemu.
Owa
powieść Schwarza (takie skradzione z cudzego paszportu nazwisko nosi
drugi narrator), to niezwykle rozbudowany monolog, z rzadka przerywany
dialogiem z narratorem pierwszym, przywoływanymi z przeszłości rozmowami
z żoną, z esesmanem-szwagrem, który go kiedyś zadenuncjował, przez co
doszło do osadzenia w kacecie.
Faszystowski terror hitlerowski w Niemczech, jest wprawdzie tłem
opowieści, dekoracjami w których rozgrywają się wydarzenia, ale też
poprzez swą wszechobecność staje się jednym z głównych bohaterów
opowieści o zwykłych ludziach znajdujących się w coraz bardziej
ekstremalnych sytuacjach, nie o działaczach walczących, nie o
opozycjonistach. Schwarz uważa siebie za człowiek najzupełniej
przeciętnego nie posiadającego „żadnych szczególnych właściwości”,
który aż po kacet wiódł z żoną „zwyczajne życie, przyjemne, bez
trudności ale także bez jakiejś wielkiej pasji”. Przymusowa
emigracja, każe mu niespodziewanie cenić to, co utracił, czego nie
dokonał, co zaniedbał, czego wcześniej nie dostrzegł. Podejmuje
szaleńczą decyzję powrotu do Niemiec na fałszywym paszporcie, do żony, z
którą przez lata nie utrzymywał kontaktów.
Niespodziewanie dla siebie samego znajduje siły, pomysłowość, odwagę.
Poznaje też, czym jest paniczny strach, zaszczucie, walka z nimi. Na
pytanie: „po co wróciłeś?” nie potrafi odpowiedzieć. „Noc…”
jest znakomitą (również dlatego, że uczciwą) powieścią. Przy całej swej
- fragmentami – publicystycznej stylistyce niepozbawioną - gdy trzeba -
hiperbolizacji czy patosu. Ale tylko wtedy, gdy uzasadnia to
problematyka i waga tematu.
Powieść jest na swój sposób rzetelną dokumentacją działania, reakcji,
kształtowania się i ewolucji mentalności osób zmuszonych do emigracji.
Odciętych od rodzin, miejsc pracy. W odniesieniu do nich pojęcie „wolny”
nabiera mocno niepokojącego znaczenia.
|
|
|
|
|
|