|
|
Jarosław Kolasiński
Grupa herr Laokona
Włodzimierz Nowak
Obwód głowy
Czarne, Wołowiec 2007
Gdy stomatologiczny implant kosztował w Niemczech 2000 DM, herr
Zänker wolał płacić zań pięćset złotych u kolegi z partyzantki.
Niemiec „Jędrusiów”? Tak. „Dobry wojak Manfred” w 1944 r.
zdezerterował z Wehrmachtu do w Armii Krajowej. Również i tam
kategorycznie odmawiał maszerowania (strzelania raczej), będąc
chodzącą antytezą „genetycznego niemieckiego militaryzmu”. Manfreda
Z. (być może „pierwszego hipisa w historii świata”) uczynił Wł.
Nowak jednym z bohaterów swojej książki. Książki niezwykłej, której
nie polecam tym, którzy nadal z Niemcami toczą wojnę. Taniej
poprawności, tym bardziej bredni z czasów radosnego frojndszaftu
z NRD - też się w „Obwodzie…” na szczęście nie znajdzie. Nowak po
prostu (jakże to myląco brzmi) prezentuje tuzin (trzy napisane z
Angeliką Kuźniak, jedną we współpracy z Friederiką Lippold)
fascynujących relacji z zaminowanego pola splecionych losów Polaków
i Niemców.
Dla stereotypów w książce zabrakło miejsca. Bohater już pierwszego z
reportaży, w stanie wojennym organizator pomocy dla Polaków,
usiłujący u nas mieć drugą ojczyznę, jest przez swoją Wandę - jak w
legendzie - niechciany. Tyle, że nie od razu, tyle że z pobudek
bardziej prozaicznych niż patriotyczne. Z kolei reportaż o
Wildenhagen (Lubin) poraża potwornością zdarzeń z 1945 r.- ukazuje
wioskę ogarniętą szałem przerażenia - „die Russe” są o krok.
Odnaleziona przez autorów Niemka była małym dzieckiem, gdy - w
strachu przed Rosjanami - wraz z matką usiłowały się powiesić. W
odróżnieniu od większości (sic!) kobiet z wioski, dziecku samobójcza
próba się nie powiodła. Matce - tak. Autorzy stawiają mnóstwo
niełatwych pytań: o przyczyny, o sens, o pamięć. Nie inaczej jest,
gdy mowa o Polce, która dopiero jako dojrzała kobieta od swego
umierającego ojczyma dowiedziała się o swojej prawdziwej
(niemieckiej) tożsamości, podobnie w opowieści adoptowanych via
Lebensborn siostrach, odnalezionych przez ich polską matkę wiele
lat po wojnie. Nowak pisze też o żołnierzu walczącym ramię w ramię z
Dirlewanglerem, nie zapominając jednak i o tym, że tego samego Belga
w niemieckim mundurze polscy chłopi ukrywali przed Rosjanami.
Reportaże z „NRD”, ze Słubic, z Gubina/Guben ukazują budowanie
polsko-niemieckiej teraźniejszości. Nowaka dostrzega ja wszakże nie
tylko w Krzyżowej i Viadrinie, ale też w przemycie ludzi przez Odrę
i nadgranicznym seksbiznesie. I żadnej sielanki: są i te stare
wrogości, wrogostki, i te współczesne, ale też sympatie, miłości
oraz całkiem nawet efektywne poszukiwanie wspólnego języka.
Reportaże łączy autorska empatia dla bohaterów, mądry komentarz oraz
znakomity reporterski warsztat w pełni adekwatny do frapującej
tematyki. W wielowymiarowym portrecie polsko-niemieckiej „grupy herr
Laokona” nic nie jest całkiem czarne, nic śnieżnobiałe. Kiedy zaś
szare, to też niepozbawione kolorytu. Lektura obowiązkowa dla
nieobawiających się rewizji swych poglądów, dla tych, którym nie
szkoda czasu na refleksję.

|
|