|
|
Jarosław Kolasiński
I wojna mimochodem światowa
Michael. S. Neiberg, David Jordan
Historia I wojny światowej:
Front wschodni 1914-1920. Od Tannenbergu do wojny
polsko-bolszewickiej
tyt. oryg.: The History of World War I: The Eastern
Front 1914-1920
tłum. Jerzy Kozłowski
O pierwszej wojnie która światową stała się niejako mimochodem,
pisze się u nas głównie niejako przy okazji, bardziej lub mniej
drobiazgowych, analiz procesu odradzania się Polski. Jest to
sytuacja dziwna, skoro niepodległość odzyskaliśmy właśnie dzięki
wielkiej Wojnie Narodów, ale niestety polski czytelnik patrzy na nią
li tylko przez narodowe okulary, co być może jest bardzo
patriotyczne, ale ewidentnie prowadzi na poznawcze manowce - z pola
widzenia znika całość konfliktu oraz jego istota. Zdawać się może,
że to wojna o Polskę. Zupełnie jak z nadinterpretacją orędzia
Wilsona, które uważa się u nas powszechnie za dotyczące restytucji
Rzeczpospolitej, a tymczasem o Polsce prezydent USA wspomniał,
dopiero po zajęciu się Rumunami, Serbami i Czarnogórcami.
Rebisowska seria daje rzadką szansę pogłębienia wiedzy (albo też po
prostu jej nabycia) o I wojnie, a rozpoczyna ją tom traktujący o
tym, co nas najbardziej powinno interesować - o froncie wschodnim.
To właśnie tu w latach 1914-1918 (i później) walczyli Polacy -
ściślej - głównie tutaj, bo przecież w szeregach armii Kaisera
krwawili też i we Flandrii, a jako CK żołnierze ginęli na froncie
włoskim. Autorzy rozpoczynają od analizy sytuacji w państwach
głównych adwersarzy, następnie poprzez kontredans wokół
konstruowania sojuszów, dochodzą do momentu wybuchu wojny.
Interesująco opisana jest specyfika teatru działań, odmiennego niż
Flandria (ukształtowanie terenu, odległości, obszar) powodująca, iż
w wielkiej mierze była to inna wojna niż Sommą, pod Verdun i Ypres -
walczący nie popadli w pozycyjny klincz, choć okopów czy
fortyfikacji stałych (Przemyśl) wcale nie zabrakło, tyle że nie
pozbawiały one możliwości manewru wielkich mas kawalerii.
Podobnie jak w północnej Francji i tutaj doszło do powstania braku
równowagi pomiędzy techniką wojenną a sposobem walki, lecz nie
spowodowało aż tak monstrualnych (i bezpłodnych) strat, jak na
Zachodzie, choć hekatomba rosyjskiej piechoty maszerującej na rzeź
budzić musi grozę. Charakterystyczna dla armii tu walczących była
mozaika narodowościowa w szeregach, czym Neiberg i Jordan zajmują
się z godnym pochwały zapałem, choć ze skutkiem różnym, popadając
czasem w zbyt daleko idących uproszczenia, czemu prawie w stu
procentach skutecznie przeciwdziała prof. dr hab. T. Schramm, autor
przypisów do wydania polskiego. Mowa na szczęście o drobiazgach nie
obniżających zbytnio noty, jaką należy wystawić tej książce. Czyta
się ją całkiem dobrze, choć Neiberg i Jordan porównania z maestrią
B. Tuchman nie wytrzymują, a - mocno już trącąca myszką - praca
Tarlego nadal nieźle się broni, a szkoda. Legionowy wysiłek zbrojny
echa w tej książce praktycznie nie znajduje, co zniesmaczy zapewne
zagorzałych piłsudczyków, lecz biorąc pod uwagę ogólną skalę działań
zbrojnych - stanowi uczciwe zachowanie właściwych proporcji.

|
|