Jarosław Kolasiński
 

Feldfebel z zapalniczką
 

Mark Sołonin
Na uśpionych lotniskach…

tyt. oryg. [brak]
tlum. Anna Pawłowska
Rebis, Poznań 2009-11-06



Jeśli Mark Sołonin jest niezadowolony z porównywania jego twórczości z książkami Suworowa, to sam sobie winien, zajmując się bliźniaczo podobną tematyką (obaj autorzy napisali książki identycznie zatytułowane „Dzień M”). Nie oznacza to wszakże, iż obaj rosyjscy autorzy maja to samo do powiedzenia: jedne z tez sławniejszego kolegi Sołonin ceni, z innych zdarza mu się zadrwić („Suworow walcząc z jednymi mitami, tworzy nowe, swoje własne”). Nie kwestionując suworowowskiej diagnozy klęski ZSRR w roku 1941 (uderzenie Hitlera spadło na gotujące się do natarcia siły radzieckie), Sołonin koncepcję tę uzupełnia: pogrom stalinowskiej armii w początku wojny, to efekt dania drapaka na masową skalę. Przyczyn zaś niewiarygodnej skali demoralizacji oddziałów radzieckich oraz jej skutku w postaci masowej dezercji, ucieczki na tyły dopatruje się autor w „powszechnej miłości ludzi radzieckich” do władzy, za którą kazano im ginąć. W książce „Na uśpionych lotniskach…” rozprawia się Sołonin (uprzednio „pastwił się” nad wojskami pancernymi) z - jego zdaniem - zakłamanym tłumaczeniem „pomoru” na lotniskach.

Autor dowodzi, że nie było straszliwych skutków zaskakującego ataku Niemców na smacznie śpiące radzieckie lotniska, wcale nie zniszczyli oni tysięcy uziemionych samolotów z czerwoną gwiazdą, wcale pozostałe nie spadały hurtem z nieba, gdyż były od niemieckich dużo gorsze. Opierając się na oficjalnych radzieckich wydawnictwach (podających szczegóły przeczące swym własnym uogólnieniom) oraz niemieckich, Sołonin wykazuje, iż przez pierwszych kilka dni wojny lotnictwo ZSRR walczyło (o ile sensownie nim dowodzono) skutecznie, zadając Niemcom ciężkie straty. Uderzenie zaś Luftwaffe na lotniska nie przyniosło agresorowi aż tak wielkiego sukcesu, jak się przyjęło uważać. Lotnictwo ZSRR poniosło klęskę nie w powietrzu, a w głowach dowódców i samych pilotów, którzy znając rozmiary panicznego odwrotu sił lądowych, w sposób absolutnie nieskoordynowany „przebazowali się” na tyły, w istocie rzeczy - uciekli. W efekcie ogromne ilości porzuconych maszyn „zestrzelili” niemieccy feldfeblowie z zapalniczkami w dłoniach.

Co u Sołonina standardem, bezpośrednia analiza tematu głównego zajmuje ostatnie 30% książki, a wcześniejsze jej partie, to niezwykle ciekawe rozważania techniczno-taktyczne. Rozpoczynając od dowcipnego wyjaśnienia przyczyn unoszenia się w przestworzach maszyn cięższych od powietrza, poprzez analizę porównawczą podstawowych typów samolotów wojskowych głównych przeciwników oraz relacje z intryg drążących środowisko radzieckich konstruktorów, dochodzi Sołonin do analizy elementarza taktyki działań lotniczych doby II wojny światowej. Również i te partie książki mogą usatysfakcjonować nie tylko maniaków lotnictwa, lecz i laików techniki wojskowej - autor pióro ma lekkie, wie, jak z niego korzystać i tak właśnie czyni.

UWAGA!


Możesz wspomóc recenzenta! Jeśli posiadasz konto w Merlinie, a zamieszczoną tu recenzję uznajesz za przydatną, oceń jej skróconą wersję zamieszczoną na stronie księgarni. Jako niespełniony Indianin bardzo pożądam piórek;)) Mogą być merlinowsko-recenzenckie.

 

wstecz