| |
Jarosław Kolasiński
Strona po stronie, dzień po dniu
Robert Gretzyngier
Polacy w obronie Wielkiej Brytanii
Dom Wydawniczy Rebis
Poznań 2007
Choć pewnie dziwnie to brzmi w roku 2007, należy przyznać szczerze, iż w
naszej wiedzy o walce Polaków podczas II wojny światowej nadal wiele jest
luk. Każdy więc wysiłek podejmowany dla zaradzenia tej niekomfortowej
sytuacji godzien jest pochwały, tym bardziej kiedy mamy do czynienia z
efektem iście mrówczej pracy, a jest nim książka Roberta Gretzyngiera „Polacy
w obronie Wielkiej Brytanii”, na obronionej wyspie wydana lat temu sześć
pod tytułem „Poles in Defence of Britain”.
Kim byli Urbanowicz, Zumbach, Henneberg czy Paszkiewicz - wiadomo. Mieli to
szczęście, że walczyli w dywizjonie 303, któremu nieśmiertelności przydała
książka Arkadego Fiedlera. Skalski, Pniak, Horbaczewski - te nazwiska też
mówią wiele, ale czy to nie dziwne, że w „Cyrku Skalskiego” (gromadzącym z
założenia z najlepszych polskich myśliwców) nie walczyli piloci ze słynnej
trzysta trójki (z okresu bitwy o Wielką Brytanię)? Odpowiedź daje książka
Gretzyngiera. Po prostu: polscy myśliwcy latający w trzysta drugim, czy w
dywizjonach brytyjskich wcale nie byli gorsi od fiedlerowskich bohaterów,
niczego tym ostatnim, rzecz jasna, nie ujmując. Doskonale udokumentowana
praca uświadamia, że o ile pierwsze zestrzelenie dywizjonu 303 miało miejsce
30 sierpnia 1940r, to mniej sławny dywizjon 302 „debiutował” strąceniem
JU-88 już 10 dni wcześniej, a zanim do tego doszło na koncie Polaków
latających w dywizjonach brytyjskich było już zestrzeleń (pewnych)
trzydzieści jeden. Kto wie, kim byli niesłusznie mało znani Nowierski,
Ostaszewski i Głowacki? Po lekturze książki Gretzyngiera – wiadomo już
doskonale.
Rzadko spotykana autorska dbałość o szczegóły zaowocowała wielce solidną
pracą opartą na obszernie cytowanych oficjalnych, służbowych raportach ze
starć, wspomnieniach naszych lotników spisywanych tak na bieżąco, jak i po
zakończonej wojnie. „Polacy w obronie Wielkiej Brytanii”, to chronologiczna,
niezwykle szczegółowa relacja ze wszystkich (sic!) potyczek stoczonych przez
polskich myśliwców podczas bitwy. Autor wnikliwie zanalizował walki, krocząc
strona po stronie, dzień po dniu, wręcz godzina po godzinie. Interesującym i
pouczającym novum jest skonfrontowanie danych polskich i brytyjskich z
archiwaliami niemieckimi. O ile Fiedler czy Arct w swoich doskonałych
książkach skutecznie rozprawili się ze statystyczną manią wielkości
Luftwaffe, to Gretzyngier wielekroć udowadnia, że zdarzało się i stronie
brytyjskiej zgłaszać zestrzelenia, których w istocie nie było. W wielkiej
mierze było to nieuchronne z racji specyfiki walk myśliwskich trwających
przecież sekundy. Niejednokrotnie nie było czasu na sprawdzenie, czy wrogi
samolot został faktycznie zestrzelony, gdyż należało czym prędzej ratować
własną skórę. Niesamowite, że niejednokrotnie podaje autor tak szczegółowe
dane, że poznajemy stopień oraz imię i nazwisko zestrzelonego (lub
zwycięskiego) Niemca.
Gratką dla fanatyków lotniczej II wojny światowej są zamieszczone na końcu
książki indeksy, choćby pełna lista samolotów (zawierająca również i numery
maszyn), na których Polacy walczyli na brytyjskim niebie. Pełna lista
polskich zestrzeleń zawiera miejsce i czas zdarzeń (dokładną godzinę).
Zarówno treść główna książki, jak i końcowe indeksy są istną kopalnią
wiedzy. Kopalnią w pełni wiarygodną. Warto po „Polaków w obronie Wielkiej
Brytanii sięgnąć” również i dlatego, że książka ilustrowana jest mnóstwem
nigdy dotąd w Polsce nie publikowanych zdjęć.
Niestety - laika pragnącego uaktualnić wiedzę nabytą wcześniej dzięki
lekturze Fiedlera, Arcta, Skalskiego et consortes książka
Gretzyngiera może nieco rozczarować, trudno bowiem ją pochwalić za
potoczystą narrację. Mocno do siebie podobne (a jak mogłoby być inaczej?), w
większości suche, kilkuzdaniowe relacje z walk z czasem mogą znużyć, choć
zdarzają się wyjątki zaprawione sarkazmem i świadczące o talencie
narracyjnym niejednego pilota. Tak oto wielka dbałość o szczegół niejako
obróciła się przeciw autorowi, zawężając krąg potencjalnych czytelników. Nie
jest to moim zdaniem jednak wada dyskwalifikująca, gdyż chcąc poznać klimat
bitwy o wielką Brytanię, można przecież sięgnąć na półki pamiętnikarskie.
Napisał Gretzyngier nie czytadło, lecz solidnie udokumentowane kompendium
wiedzy o w s z y s t k i c h dokonaniach w s z y s t k i c h Polaków w
obronie Niezłomnej Wyspy i świetnie mu się to udało. Wypada mieć nadzieję,
że nie poprzestanie na tym - powietrzna wojna trwała przecież do roku 1945 i
do ostatniego dnia walczyli w niej Polacy.
A wciąż wiemy o nich zbyt mało.
UWAGA!

Możesz wspomóc recenzenta! Jeśli posiadasz konto w Merlinie, a
zamieszczoną tu recenzję uznajesz za przydatną,
oceń jej skróconą wersję
zamieszczoną na stronie księgarni. Jako niespełniony Indianin bardzo
pożądam piórek;)) Mogą być merlinowsko-recenzenckie.

|
|