|
|
Jarosław Kolasiński
Superman ex machina
Umberto Eco
Superman w literaturze masowej.
Powieść popularna: między retoryką a ideologią
Tyt. oryg.:Il superuomo di Massa.
Retorica e ideologia nel romanzo popolare
Tłum.: Tłum. Joanna Ugniewska
Znak, Kraków 2008
Kiedyś i od czegoś musiało się to zacząć: podział europejskich
więzień na cele, "uczłowieczenie" lombardów, gospodarstwa rolne
resocjalizujące skazanych oraz dobroczynne patronaty nad byłymi
więźniami. Nie tylko to, gdyż i francuska rewolucja 1848r.
Nie do utrzymania jest teza, że główną przyczyną tych wydarzeń stała
się powieść Eugeniusza Sue "Tajemnice Paryża". Jednocześnie
jednak błędem jest kategoryczne temu przeczenie. A jeśli tak, to
literatury popularnej nie sposób traktować jedynie z pełną wyższości
pogardą, warto jej się przyjrzeć, jako ważkiemu składnikowi
rzeczywistości społecznej. Wychodząc z tego właśnie założenia
Umberto Eco napisał szkice, których zbiór opublikował potem pod
postacią Supermana w literaturze masowej.
Punktem wyjścia dla rozważań stała się teza Antonio Gramsciego
mówiąca, iż Nietsche swą koncepcję nadczłowieka zaczerpnął nie tyle
od Zaratustry, co ze współczesnego mu "Hrabiego Monte Christo".
Eco ze słynnym włoskim filozofem zgadza się "co do ogółu"
(Nietschego zainspirowała literatura masowa), lecz kwestionuje
"szczegół". Autor "Supermana..." twierdzi bowiem (co też udowadnia),
że nie tyle dzieło Dumasa inspirowało niemieckiego filozofa, co -
jakkolwiek pozornie śmiesznie by to brzmiało - "Tajemnice Paryża"
Eugeniusza Sue. Książka, przy lekturze której współczesny czytelnik
cierpi niewymowne męki, o ile w porę nie zaśnie. Tymczasem "w swoich
czasach" była to powieść czytana powszechnie nie tylko we Francji,
ale w całej Europie. Rzucali się na nią też i analfabeci, płacący za
głośne czytanie im kolejnych odcinków. Czytelnicy "Tajemnic…"
pochodzili praktycznie ze wszystkich warstw społecznych, a wpływ
książki na umysły mas, na nastroje społeczne był tak wielki, że
władza wprowadziła specjalny haracz dla gazet drukujących powieści
odcinkowe, co zresztą wielce oburzyło przyjaciela Eugeniusza Sue -
Balzaca, skłaniając go do gorących protestów.
Umberto Eco zagłębia się w labirynty powieści popularnej od samego
jej zarania, aż po dzień dzisiejszy, posuwając się krok po kroku,
wątek po wątku, topos po toposie. Powołuje się przy tym na
Gramsciego (jednocześnie z nim polemizując) oraz, co zapewne
zaskakuje czytelnika polskiego, nawiązuje wielekroć do "Świętej
rodziny" Marksa i Engelsa, zajmując się "wiekiem złotym" powieści
masowej, epoką, gdy nie była ona jeszcze wolna od głębszych
przesłań. Analizując sferę ideową literatury popularnej, autor bada
jednocześnie jej - jak to określa - "inżynierię narracyjną",
poszukując podobieństw oraz różnic pośród pereł i "pereł" rzucanych
przed masowego czytelnika. Dzieje powieści popularnej periodyzuje
Eco wyróżniając trzy (dwa zamknięte, jeden trwający do dziś) okresy.
Pierwszy (romantyczno-heroiczny - od lat trzydziestych XIX wieku)
charakteryzuje się rozkwitem powieści odcinkowej, którą bez
większego błędu nazwać można ludową, populistyczną. Książka masowa
tego czasu zdobywa dla literatury zupełnie nową publiczność
(drobnomieszczaństwo, rzemieślnicy, robotnicy), posiada jednocześnie
spore ambicje tak odzwierciedlania rzeczywistości społecznej, jak i
(nie jest to warunek sine qua non) wpływania na nią. Powodzenie
ówczesnej literatury masowej powoduje, iż twórcy "literatury
wielkiej" (Balzak, Hugo) czerpią z niej pełnymi garściami - tak
tematy, jak typy bohaterów i struktury narracyjne. Główną postacią
ówczesnej powieści masowej jest mściciel uciśnionych. Superman
pojawiający się deus ex machina, bez oporów tnący wszelakie węzły
gordyjskie na odlew.
Okres drugi nazywa Eco mieszczańskim. Króluje on w ostatnich
dziesięcioleciach XIX wieku, a w sferze idei odróżnia się od
poprzedniego tym, iż nie tyle mściciel uciśnionych jest na pierwszym
planie, lecz zwykły człowiek odnoszący zwycięstwo nad swymi wrogami.
Ambicje społeczne schodzą na plan dalszy, nadto zanika postępowa
rola masowej powieści – częstokroć pojawiają się akcenty
rasistowskie (w tym antysemickie), reakcyjne. Zmianę tę Eco tłumaczy
klęską wielkich idei społecznych (przede wszystkim
socjalistycznych), tzw. pierwszym bankructwem lewicy społecznej.
"Neoheroiczny" okres, trzeci i ostatni, rozpoczyna się według autora
Supermana... z początkiem wieku XX. Cechą nową jest wylansowanie
bohatera antyspołecznego, mającego za nic wyzwalanie uciśnionych
(jeśli już, to "przy okazji"), lecz realizującego swoje własne
egoistyczne plany. W tym plany zdobycia władzy nad światem,
postrzeganym coraz bardziej komiksowo.
Wobec wskazanych przez Eco różnic, cóż takiego łączyć może Tarzana,
Bonda, Fantomasa, Arsena Lupina i hrabiego Monte Christo?
Nadczłowieczeństwo. Nadczłowieczeństwo tak w sferze czynów, jak i
autorefleksji bohatera, czy raczej jej braku. Pomijając bowiem
"wczesnego Bonda" oraz "późnego Monte Christo", nie miewa superman
żadnych wątpliwości co do moralnej strony swej antygordyjskiej
działalności. Co charakterystyczne - pojawia się z reguły niczym 7
pułk kawalerii w finale westernu, z wszelkimi tego konsekwencjami,
bowiem wszystko wikła się i "wychodzi na prostą" - twierdzi Eco -
tylko na poziomie intrygi. Analiz psyche supermanów czytelnik nie
napotka, a jeśli już, to nakreślone prekomiksowo powierzchownie i
konwencjonalnie. Zakłócony porządek przywraca nadczłowiek niezbyt
wysokim (albo żadnym) kosztem własnym, a arystotelesowski schemat
tragedii zubożony jest do granic możliwości.
Dzięki temu, w tej właśnie cesze głównego bohatera, łatwiej
realizuje się funkcja pocieszycielska literatury masowej. Funkcja w
tym gatunku niezbędna, a swym istnieniem dająca literaturze
popularnej społeczne alibi. W starciu: problem-superman wynik może
być tylko jeden. Zwycięzcą jest (bo tak być musi) pocieszenie
uwikłanego w (niejednokrotnie) ponurą rzeczywistość czytelnika.
Z przyczyn czysto komercyjnych ów triumf pocieszenia staje się w
miarę rozwoju omawianej gałęzi literatury coraz bardziej podejrzany,
ilość pocieszeń w żadnym razie nie przechodzi w jakość. Autor
"Supermana..." wykazuje w tym miejscu, nie szczędząc ironii, że o ile
pionierowi Sue tysiąc stron zajęło, by jego główny bohater w upadłej
kobiecie rozpoznał swą zaginioną córkę, to już niedługo później w
powieściach Ponsona du Terrail na 300 stronicach podobnych agnicji
udało się zmieścić 26 (słownie: dwadzieścia sześć). Podobnie w kilku
zaledwie rozdziałach powieści otruł tenże autor cały tuzin postaci,
a Dumas męczył się z jednym jedynym tego typu zejściem Milady przez
prawie całych "Trzech muszkieterów".
O ile w Monte Christo (a jeszcze wyraźniej w Rudolfie z "Tajemnic
Paryża") Eco dostrzega (za Gramscim, Marksem i Engelsem) reakcję
demokratyczną na feudalną i postfeudalną rzeczywistość, to w
nadludzkich czynach supermanów późniejszych okresów jakakolwiek
misja czy sensowna wrażliwość społeczna zanika. Oczywiście, można
się upierać, że wyczyny Bonda posiadają jakieś drugie, "misyjne"
dno, ale jasne jest, że jeśli nawet, to tylko w imponderabiliach.
Chcąc trafić do czytelnika, autorzy literatury masowej miast kazać
swym utworom pełnić jakąkolwiek misję, koncentrują się na tym, by
odbiorcę tylko i wyłącznie "dobawić". A jest to zabawa w coraz
gorszym guście, tworzona za pomocą coraz pośledniejszego (istnieją
wszakże wyjątki) warsztatu literackiego. Skoro tak, nie dziwi, iż na
kartach literatury popularnej nie brak "rąk tak zimnych jak wąż", od
których kroczek tylko do "alabastrowego fortepianu" Mniszkówny.
Wszystko to czytelnik, mający się za ambitnego, oczywiście wie na
własny rachunek, ale większość owej wiedzy to zaledwie intuicja, czy
efekt przypadkowych i wybiórczych kontaktów z powieścią popularną.
Warto zatem zanurzyć się w rozważania Umberto Eco, by wiedzę swą
pogłębić i usystematyzować. Czego byśmy bowiem nie twierdzili,
żyjemy w takich, a nie innych czasach i warto mieć pogląd na tę
sferę kultury, od której ze wszech sił wypada się odżegnywać nawet
wtedy, kiedy nam się ręce pocą na kolejnych Bondach.

|
|