|
|
Jarosław Kolasiński
Gdzie się podziała druga połowa?
Witold Mikołajczak
Wojny polsko-krzyżackie
Replika, 2009
Tytuł książki jest (z niezrozumiałych dla mnie powodów) mylący,
ponieważ sugeruje, iż mamy w niej do czynienia z narracją obejmującą
całość militarnego konfliktu polsko-krzyżackiego, a tymczasem autor
zeskakuje z siodła już w roku 1435. A przecież jeszcze ponad sto lat
później biliśmy się z państwem zakonnym dożywającym swych dni,
szykującym się już do wyewoluowania w świeckie Prusy. Z uwagi na to
nie można się zgodzić z wydawniczą notką dezinformującą: „[autor]
omawia szczegółowo całość trwających na przestrzeni wieków zmagań
polsko-krzyżackich od samych początków konfliktu aż do ostatecznego
złamania potęgi zakonnej.” Z tym, iż mamy do czynienia z pracą
realizująca temat szczegółowo, nie zamierzam polemizować, jednakże
nie do obrony jest twierdzenie sugerujące, iż do roku 1435 złamano
Zakon. Gdyby tak było, wojna trzynastoletnia trwałaby parę tygodni.
Tytułowej wpadki z łatwością można było uniknąć, rozbudowując tytuł
o stosowne daty. Sformułowany powyżej zarzut nie zmienia faktu, iż
praca Witolda Mikołajczaka jest warta lektury, gdyż autor
potraktował przedmiot badań serio, nie brnąc w nadmierne
uproszczenia, a wręcz przeciwnie - ilekroć tylko zachodzi
konieczność wnikania w najdrobniejsze szczegóły, uczynił tak. Co
godne podkreślenia, nie stało się to ze stratą dla niezbędnych w
tego typu pracy uogólnień.
Wojny polsko-krzyżackie to temat, zdawać by się mogło, wszystkim
doskonale znany w stopniu co najmniej identycznym, jak osławione
walory sienkiewiczowskiej Jagienki w kwestii tłuczenia orzechów.
Mikołajczak z takim poglądem kategorycznie się nie zgadza i
wielekroć wbija kij w mrowisko. Te partie książki stanowią jej
„wartość dodaną”, z czego autor doskonale zdaje sobie sprawę i
dlatego właśnie na końcu książki zamieszcza część zatytułowaną
„Uwagi polemiczne”, gdzie po raz wtóry zajmuje się kwestiami, w
których ma coś nowego do powiedzenia. Skupia uwagę na bitwie pod
Płowcami, na batalii grunwaldzkiej, porównuje też strategiczną sferę
działań zbrojnych lat 1327-1332 z wojnami okresu 1409-1422.
Pisząc o Płowcach, autor kwestionuje twierdzenie, iż Łokietek od
samego początku bitwy był przekonany, że walczy z siłami głównymi
armii zakonnej, nie zgadza się też na to, by utrzymywać, iż
krzyżackie siły główne ściągnęli Polakom na kark zbiegowie z
oddziału Altenburga - musieli być to celowo wysłani gońcy.
Kontynuując wywód, Mikołajczak deprecjonuje obowiązującą wizję
początkowego sukcesu wojsk polskich, zakończonego w fazie drugiej
pogromem armii Łokietka. Twierdzi, iż wprawdzie nagłe i
niespodziewane pojawienie się na polu bitwy sił von Plauena istotnie
złamało jedno z polskich skrzydeł, jednakże do triumfu krzyżackiego
dojść nie mogło, skoro w efekcie bitwy sam von Plauen znalazł się w
polskich pętach, z których pobratymcy nie zdołali go uwolnić, o co w
sytuacji bezdyskusyjnego zwycięstwa nie byłoby trudno.
Analizując z kolei przebieg „grunwaldzkiej potrzeby”, przedstawia
autor swoje koncepcje w kwestiach liczebności i sposobu wykonania
manewru przez odwód Wielkiego Mistrza, gdzie indziej też - niż
zwykło się przyjmować - lokalizuje miejsca przełamania szyku
polsko-litewskiego, śmierci von Jungingena i usytuowania stanowiska
dowodzenia Jagiełły.
Interesujące wnioski formułuje też, porównując walki lat 1327-1332 z
wojnami toczonymi już po Grunwaldzie. Stwierdza mianowicie (chwaląc
jednocześnie tak skonstruowana hierarchię celów), iż strona
jagiellońska nie zaprzątała sobie głowy rewindykacją terytoriów
utraconych przez Polskę na rzecz Zakonu, skupiając uwagę na Żmudzi,
której przynależność do Litwy było warunkiem sine qua non
zachowania integralności terytorialnej Wielkiego Księstwa, a
jednocześnie istnienia unii polsko-litewskiej jako realnej siły w
politycznej grze regionu. Osłabiona bowiem Litwa wpaść mogła w
zależność od Zakonu, czemu Korona mogłaby politycznie i militarnie
nie podołać.
Z tezami autora można oczywiście polemizować, ale choćby z uwagi na
ich logikę i bogate udokumentowanie należy się z nimi zapoznać, bez
najmniejszej straty dla swej wiedzy o stosunkach polsko-krzyżackich,
a raczej wręcz przeciwnie, „z wielkim rzeczy pożytkiem”.

|
|