|
|
Jarosław Kolasiński
Co ofiara katu winna?
Jolanta Drużyńska, Stanisław M. Jankowski
Wyklęte życiorysy
Dom Wydawniczy Rebis
Poznań 2009
Spośród bohaterów "Wyklętych życiorysów" pióra Jolanty
Drużyńskiej oraz Stanisława M. Jankowskiego tylko dr Józef Retinger
był cywilem, pozostali podczas II wojny światowej nosili oficerskie
polskie mundury - zdawać by się mogło - powód do chwały. Ich
uniformy były jednak „absolutnie nie te” w opinii rozdających w PRL
znaczone politycznie karty. Na domiar złego - trzech z sześciu
bohaterów książki poniosło śmierć z rąk „towarzyszy radzieckich”,
jeden z rąk politycznie ze Stalinem spokrewnionych rodaków.
Przez dziesiątki lat ich śmierć nie obciążała oprawców, lecz
pokrzywdzonych. Bo nic tak przecież ofiar nie obwinia, jak sam fakt
bycia ofiarami. Co ofiara katu winna? Święty spokój. I dlatego
właśnie, by nie przypominać oprawcy o grzechach, bezwzględnie należy
skazać martwych bohaterów na zapomnienie. Bliscy - owszem.
Ewentualnie mogą prywatnie sobie pamiętać. Prywatnie, bo w żadnej
mierze nie należy się z tym obnosić, by oprawcom i ich spadkobiercom
nie psuć dobrego samopoczucia.
Z tych to powodów rodziny bohaterów "Wyklętych życiorysów"
przez dziesiątki lat zmuszone były walczyć o honor swych
najbliższych, o uznanie ich zasług dla ojczyzny, o prawo swych
zmarłych do godnego pochówku, gdyż nie przysługiwał on przecież tym,
których życiorysy wyklęto, jako że „przewiny ich były przeogromne”.
I tak - bohater z Westerplatte, kpt. Franciszek Dąbrowski przewinił
służbą w „sanacyjnej” armii do tego stopnia, że nawet
chwilowo-taktyczna przynależność do PZPR (lata pięćdziesiąte) nie
uchroniła go przed szykanami, szczytem zaś jego zawodowej kariery w
PRL (gruntownie wykształconego, znakomitego oficera) okazała praca w
kiosku „Ruchu”. Cierpiał też, gdyż dla wielu prawda o obronie PST
była (jest zresztą nadal) - z przyczyn „patriotycznych” - nie do
przełknięcia.
Gen. Kazimierz Tumidajski zawinił dowodząc Okręgiem Lubelskim AK, a
jeszcze bardziej umierając w radzieckiej „sojuszniczej niewoli”.
Podobnie głównym grzechem por. dr Juliana Grunera (pediatry,
słynnego sportowca) było to, że w 1939r. dostał się do niewoli i
zamordowano go wraz z tysiącami innych polskich oficerów. Ppłk
Maciej Kalenkiewicz - hubalczyk, potem cichociemny a wreszcie
dowódca oddziału wileńskiej AK popełnił występek ginąc w walce z
NKWD, natomiast płk Stanisław Kasznica - ostatni komendant NSZ głową
i infamią zapłacił za prawdziwe oraz nieprawdziwe winy dowodzonej
przez siebie podziemnej armii.
Dr Retinger wojnę przeżył, losu stalinowskich więźniów uniknął. W
jego przypadku trudno mówić o kompletnym zapomnieniu, gdyż rolę
dyżurnego szwarccharakteru począł grać (w oczach „określonych kół”)
jeszcze podczas wojny i niewiele ponoć zabrakło, by śmierć poniósł
nie z rąk Niemców, NKWD, czy AL, lecz… Armii Krajowej. O roli dr
Retingera w polskiej polityce mówiono stosunkowo często, ale tylko
wtedy, kiedy usiłowano „usensacyjniać” naszą historię. Niewiele się
od kresu PRL do dziś w tej kwestii zmieniło.
"Wyklęte życiorysy", to nie tyle książka o tym co, jak i
dlaczego się zdarzyło, lecz przede wszystkim opowieść o ludzkiej
pamięci - pamięci najbliższych rodzin bohaterów. Bardziej jest to
zatem - jak lojalnie uprzedzają autorzy we wstępie - książka o
rodzinach bohaterów. Narrację w wielkiej mierze oparto na relacjach
osób najbliższych bohaterom książki, co ma swoje wielkie zalety,
lecz jednakże - co nie do uniknięcia - pewne wady. Stąd to właśnie
część poświęcona ostatniemu komendantowi NSZ informacji
„niewygodnych” o tej organizacji nie zawiera żadnych, a przecież -
delikatnie rzecz ujmując - nie była to Liga Dżentelmenów w białych
rękawiczkach. Jest to jednak jedyny zarzut, jakim jestem w stanie
postawić książce J. Drużyńskiej i St. M. Jankowskiego, książce
której wartość należy ocenić wysoko. Jeśli (aby polska pamięć o II
wojnie była kompletna) prawdę o kolejnych „trefnych” życiorysach
będzie się u nas upubliczniać, najlepiej czynić to właśnie na
kartach książek równie pasjonujących i poruszających, jak
"Wyklęte życiorysy".
UWAGA!

Możesz wspomóc recenzenta! Jeśli posiadasz konto w Merlinie, a
zamieszczoną tu recenzję uznajesz za przydatną,
oceń jej skróconą wersję
zamieszczoną na stronie księgarni. Jako niespełniony Indianin bardzo
pożądam piórek;)) Mogą być merlinowsko-recenzenckie.

|
|