|
|
Jarosław Kolasiński
Wiceakwarium
Wiktor Suworow
Wyzwoliciele
tyt. oryg.: Rasskazy oswobodidielia
tłum. Jolanta Kozak i Andrzej Mietkowski
Wydawnictwo: Rebis , Grudzień 2009
Wiktor Suworow pisze dużo, czasem za wiele. Bywa, że mocno się
gmatwa z swoich odbrązawianiach historii II wojny, w odbrązawianiach
swoich własnych odbrązawiań itp., itd.… Najnowszy rebisowski „suworow”
pochodzi jednak z wyższej półki - jest wznowieniem (pod nowym
tytułem) „Żołnierzy wolności”, pierwszej książki wydanej
przez Władimira Bogdanowicza Rezuna (zbiegłego na Zachód agenta
GRU). W dorobku rosyjskiego autora jest to moim zdaniem pozycja „wicenajlepsza”
(„Akwarium” cenię sobie bardziej). W niezbyt wprawdzie krótkich,
aczkolwiek żołnierskich jednak słowach, Suworow ukazuje tu codzienną
makabrę w armii ZSRR.
Patrzy na nią wprawdzie oczyma kadeta (później oficera), ale bez tej
charakterystycznej kastowej wyższości, gdy mowa o mięsie armatnim,
którym zresztą autor (zupełnie słusznie) sam się czuje, mimo
gwiazdek na pagonach. Każdy, kto choć trochę otarł się o tragifarsę
rzeczywistości armii socjalistycznych (ich czołgi miały „charakter
pokojowo-defensywny”) czytać to będzie z łezką w oku (ech, ta bywsza
jego młodość, psia krew) ale i z ulgą, że „uże po wsiom”.
Wszelakie „kombatanckie kawałki” bywają nużące w lekturze, ale nie u
Suworowa, który wielością informacji, ironią relacji i zjadliwością
komentarza obdzielić mógłby dziesiątki innych autorów. I to zarówno,
gdy opisuje ponurą rzeczywistość garnizonowego ancla lub kiedy
natrząsa się z geriatryczno-biurokratycznych praktyk stosowanych w
armii radzieckiej.
Poważniejszy nieco ton przyjmuje autor, pisząc o interwencji armii
zaprzyjaźnionych w CSRS w roku 1968, w czym jako młody oficer brał
udział. Suworow skupia się na opisie szoku kulturowego, jakiego
„wyzwoliciele” doznali, wkraczając na „zagrożone przez imperializm
ziemie czeskie i słowackie”. Książkę tę czyta się znakomicie, choć w
kilku kwestiach autor tkwi w błędzie: logika bowiem kończy się
WSZĘDZIE tam, gdzie zaczyna się wojsko. Wbrew Suworowowi - wcale nie
musi być to armia „Światowej Ojczyzny Proletariatu”. W innych
(również i tych demokratycznych) wojskach jest podobnie w kwestii
negatywnej selekcji do piechoty, fali, kretynizmu rozkazodawczego,
również i wtedy, gdy spirytus wypija się z chłodnic transporterów
opancerzonych. Absurdy bowiem wojskowej codzienności, umundurowane
potiomkinowskie wsie oraz uszamerowana głupota, podobnie jak
radziecka piosenka, granic nie posiadają. Niestety.
UWAGA!

Możesz wspomóc recenzenta! Jeśli posiadasz konto w Merlinie, a
zamieszczoną tu recenzję uznajesz za przydatną,
oceń jej skróconą wersję
zamieszczoną na stronie księgarni. Jako niespełniony Indianin bardzo
pożądam piórek;)) Mogą być merlinowsko-recenzenckie.

|
|