|
|
Jarosław
Kolasiński
Strach ma zakrwawione ręce
Jochen Böhler Zbrodnie Wehrmachtu w Polsce. Wrzesień 1939. Wojna totalna Znak , Listopad 2009
Tyt. oryg. Auftakt zum Vernichtungskrieg Tłum. Patrycja Pieńkowska-Wiederkehr
Gdyby nie temat,
należałoby wykrzyknąć: lektura wyśmienita! Skoro jednak traktuje
o masowych mordach, w inne słowa należy ubrać komplementy.
Zarówno wybór tematu jak i jego realizacja zasługują na każdą
możliwą pochwałę. Nadto - jest to książka zupełnie strawna (mało
powiedziane) dla laika i to absolutnie bez straty dla wartości
analizy. Nadto - niemiecki historyk nie powściąga pióra, dzięki
czemu czytelnik otrzymuje znakomicie napisaną intrygującą
książkę o przejrzystej narracji.
Autor
przekonywująco dowodzi, iż wojna totalna (wbrew dominującemu w
zachodniej historiografii stanowisku) wcale nie zaczęła się wraz
z atakiem III Rzeszy na ZSRR. O ile „totalność” w roku 1941 była
pedantycznie zaplanowana, to nie zmienia to faktu, iż Polacy
mieli z jej spontanicznym w wielkiej mierze preludium do
czynienia już w 1939. I to wcale z powodu „wybryków Selbstchutzu”
i jemu podobnych struktur, którym rycerski Wehrmacht z
odrazą się przyglądał. Böhler nie poprzestaje na sporządzeniu
listy zbrodni niemieckich żołnierzy, w nowatorski sposób
analizuje przyczyny zjawiska, wskazując na jego korzenie tkwiące
w praktykach niemieckich doby I wojny światowej - złowróżbny dla
ludności cywilnej strach przed rzekomo wszechobecną, a
faktycznie nieistniejąca partyzantką. Analizuje stereotypy
Polaków kłębiące się w głowach młodych Niemców z armii Hitlera,
druzgocze też mit o przeciwdziałaniu zbrodniom ze strony
generalicji.
To niewiarygodne,
ale do źródłami po które sięgnął Böhler nikt wcześniej się nie
zainteresował. Również historycy polscy, również po roku 1989. O
ile wcześniej mogły być poważne problemy z dostępem do rozkazów
z roku 1939, do pamiętników, dzienników i prywatnej
korespondencji żołnierzy i oficerów, to fakt iż dzisiaj Polacy
nie sięgają po nie - budzić musi zdumienie. Dlaczego? Czy
dlatego, że - jak twierdzą złośliwi - dziś wizję września’39
sprowadza się u nas do tego, że „napadli na nas bolszewicy, a na
granicy polsko niemieckiej również trwały lokalne starcia
zbrojne”? Lektura bibliografii pracy Böhlera wielce jest
pouczająca. Skorzystał bowiem z 297 pozycji (wydanych po polsku
99). Jeśli od tej niepełnej setki odjąć prace publikowane przed
1989 r. oraz tłumaczenia z języków obcych, także to, co wydano w
Londynie, otrzymamy skromniutką liczbę 21 pozycji. A i od niej
należy raczej odjąć wspomnienia Wł. Szpilmana, prawda? Niemiecki
autor konstatuje, że (na omawiany temat), polskim dziełem
fundamentalnym nadal jest praca Cz. Madajczyka z 1970 r. (sic!).
Skoro tak, to skierować ku autorowi można i trzeba słowa podobne
komplementom słanym ku piszącemu o Kresach Francuzowi Danielowi
Beauvois - podziękowania za nadrobienie naszych własnych
zaniechań. Wypada więc mieć nadzieję, że rychło ukażą
się w księgarniach kolejne prace młodego niemieckiego historyka
i że on sam nie spolonizuje nam się jak Norman Davis i nie
spocznie na laurach prawiąc nam jakże oczekiwane dusery. „Zbrodnie…” to lektura obowiązkowa.

|
|