Strona główna opowiadania pociągutki felietony (skl)erotyki reportaże wywiady |
Nie herosi w walonkach, a "walonka" w herosach (yarre)
Już! Ruszają! Biegną,
suną, dostojnie się przemieszczają, nadal stoją, ruszą za chwilę, a
może jeszcze później, ewentualnie wcale! Jak kto woli, jak komu
wygodniej. [...] Wcale nie jest takie pewne, że zwycięzcą będzie
ten, który na metę przybiegnie najszybciej. Na najwolniejszego czeka
cud-buteleczka o procentowej zawartości z okolicznościową naklejką.
Czy wobec tego jest mus płuca wypluwać i gnać co sił do mety? Na
Podhalu mawia się w takich razach: a idźze, idźze…
czytaj więcej...

Kompromitacja w San Juan del Sur (yarre)
Ostatni tekst, jaki
opublikowałem w "Świecie Siatkówki" - wstrząsający reportaż o
kompromitacji świata nauki i świata volleya. Krew się leje i nie
tylko, trzaskają kości aż miło!!!
czytaj więcej...
Patronat (yarre)
Publikowany tu
reportaż (chwilami irytująco nieporadny, chwilami nadmiernie
pompatyczny - tłumaczyć to można (trzeba?) młodym wiekiem autora,
kompletnym brakiem dystansu do opisywanych wydarzeń oraz czasami, w
jakich powstał) opowiada o niektórych aspektach słynnej swego czasu
akcji ratowniczej w ucierpianych od trzęsienia ziemi rejonach
Armenii, podówczas jeszcze Armeńskiej SSR. Mowa tu jest o
ratownikach z Okręgowej Stacji Ratownictwa Górniczego KGHM Lubin.
czytaj więcej...
O jeden
Foch za daleko (yarre)
...na boisku
triumfowała reprezentacja USA nikogo specjalnie nie zaskoczył.
Konsternację wzbudziło natomiast pojawienie się zwycięzcy numer dwa:
Focha. Nie był to jednak Ferdynand Foch dowodzący na zachodnim
froncie I wojny światowej. Mowa Fochu czyli dąsie, kaprysie, stadku
much w nosie. Mowa o Fochu dlatego pisanym z dużej litery, że mocno
zaważył na końcowym wyniku, a być może wykupił sobie nawet bilet do
Pekinu.
czytaj więcej...

Deszcz mi pada, wilki jakieś (kankai & yarre)
Dokąd?
Kanary zbyt drogie, Bałtyk za zimny a nad jeziorami uczepione drzew kleszcze
dyszą żądzą mordu. A może tak góry? Sudety nie, zbyt blisko pracy i tłok.
Karkonosze zdeptane, Świętokrzyskie za niskie, Pieniny za białe, więc może
Tatry? Nie. Bez warszawskiego akcentu jakoś głupio na Morskie leźć, a tym
bardziej szwendać się po Krupówkach. Jak mawiają u nas: ot, popadlimy w
kałabaniu, dokont jechac’ nie znawszy. W sukurs przychodzą - znajomy poeta
bieszczadzki wraz z żoną, zapraszając w swoje progi. Jedziemy! Niech mają za
swoje, jedziemy!
czytaj więcej...
Co ma Prusak
do wiatraka? Okołomilitarny reportaż ze wsi Lutynia (Leuthen)(yarre)
Z
łopotem sztandarów, przy dźwiękach fletów, charakterystycznych dla
osiemnastowiecznej muzyki wojskowej, z warkotem werbli na boisko
wkraczają kolejne oddziały. Najpierw, wspomagani przez posiłki z
Księstwa Warszawskiego, Austriacy w białych mundurach. Troszkę ich
maławo, przyjechało ledwie kilkunastu, a i to nie z Austrii. Może w
większej sile stawiają się na inscenizacje wygranych przez się
bitew?
czytaj więcej...

|